Przejdź do treści
BydgoskieMarki.pl

Cena tony może mylić. Hexagon Polska: dziś warto policzyć, ile naprawdę kosztuje kilogram azotu

B BydgoskieMarki.pl
2026-09-17 5 min czytania
Udostępnij

Rynek nawozów azotowych znowu znalazł się pod silną presją. Drożejący gaz, problemy z produkcją w Europie i napięcia wokół szlaków transportowych sprawiają, że rolnicy planujący nawożenie muszą patrzeć nie tylko na dostępność produktów, ale przede wszystkim na ekonomię zastosowania konkretnego źródła azotu. Jak wskazuje Wojciech Smolarski z Hexagon Polska, właśnie dlatego coraz ciekawiej wygląda dziś mocznik.

Sytuacja zmienia się bardzo szybko. Wzrost cen gazu bezpośrednio uderza w europejskich producentów nawozów azotowych, dla których jest on jednym z podstawowych kosztów produkcji. Jak wskazuje Wojciech Smolarski, na rynku pojawiają się już informacje o możliwym ograniczaniu produkcji amoniaku, a tym samym również nawozów saletrzanych. Do tego dochodzą problemy części zakładów produkcyjnych w Europie oraz kolejne podwyżki cen. W efekcie pytanie przed sezonem nie brzmi już wyłącznie: „ile kosztuje tona nawozu?”. Coraz ważniejsze staje się inne: ile kosztuje mnie kilogram azotu, który rzeczywiście dostarczę roślinie?

Saletra jest tańsza za tonę. Ale to nie cała kalkulacja

Na pierwszy rzut oka porównanie może przemawiać na korzyść saletry amonowej. Według danych przytaczanych przez Hexagon Polska jej cena zbliża się obecnie do około 2000 zł za tonę, podczas gdy mocznik granulowany w polskich portach kosztuje około 2400–2500 zł netto za tonę. Sama cena tony nie pokazuje jednak całej ekonomiki nawożenia. Po przeliczeniu zawartości azotu sytuacja wygląda inaczej. Wojciech Smolarski wskazuje, że kilogram azotu w moczniku kosztuje obecnie około 5,20–5,30 zł. W przypadku saletry amonowej koszt zbliża się już do około 6 zł za kilogram azotu. Różnica rzędu 70–80 groszy na kilogramie może wydawać się niewielka. Przy nawożeniu całego gospodarstwa zaczyna jednak oznaczać konkretne pieniądze. Jeżeli gospodarstwo wykorzystuje przykładowo 10 ton czystego azotu w sezonie, różnica 70 groszy na kilogramie oznacza już około 7000 zł różnicy w samym koszcie składnika. Przy większej skali proporcjonalnie rośnie również potencjalna oszczędność.

Wysoka cena nawozu nie musi oznaczać wysokiego kosztu nawożenia

To jeden z najważniejszych wniosków płynących z obecnej sytuacji rynkowej. Rolnik nie kupuje przecież tony nawozu dla samej tony produktu. Kupuje konkretną ilość składnika pokarmowego. Mocznik zawiera około 46 proc. azotu, dlatego pomimo wyższej ceny jednostkowej samego produktu może pozostawać konkurencyjny wobec nawozów o niższej koncentracji azotu. I właśnie tutaj zmienia się sposób patrzenia na zakup. Zamiast porównywać: 2000 zł kontra 2500 zł za tonę, warto porównywać: około 6 zł kontra około 5,20–5,30 zł za kilogram azotu. Dopiero druga kalkulacja pokazuje rzeczywisty koszt nawożenia.

A co ze stratami azotu?

To najczęstszy argument pojawiający się przy porównywaniu mocznika z saletrą. Wojciech Smolarski zwraca jednak uwagę, że przy nawożeniu pogłównym możliwe jest zastosowanie mocznika stabilizowanego inhibitorami. Takie rozwiązanie jest droższe od podstawowego mocznika, ale pozwala ograniczyć straty azotu związane między innymi z jego ulatnianiem się. Według przedstawiciela Hexagon Polska przy odpowiednio zabezpieczonym produkcie mocznik może być z powodzeniem stosowany jako alternatywa dla saletry amonowej, również w nawożeniu pogłównym. Znaczenie mają oczywiście warunki pogodowe, termin aplikacji i sposób stosowania nawozu. Nie jest więc tak, że każdy nawóz można zamienić automatycznie w każdych warunkach. Coraz częściej jednak rachunek ekonomiczny przemawia za tym, aby przynajmniej taką możliwość policzyć.

Europa ma dziś dodatkowy problem: podaż

Do kosztów produkcji dochodzi kwestia dostępności nawozów. Rosnące ceny gazu wywierają presję na europejskie zakłady chemiczne. Jeżeli kolejni producenci zaczną ograniczać produkcję amoniaku i nawozów azotowych, europejski rynek może coraz mocniej uzależniać się od dostaw z innych kierunków. Mocznik ma tutaj dodatkową przewagę. Jest produktem o globalnym rynku i mimo obecnych problemów logistycznych jego światowa dostępność pozostaje większa niż w przypadku części europejskich nawozów saletrzanych. Hexagon Polska zwraca uwagę, że na Bliskim Wschodzie część towaru pozostaje obecnie zablokowana i nie może opuścić regionu, jednak globalnie mocznika wciąż nie brakuje w takim stopniu, aby mówić o braku produktu jako takim. To oznacza, że w najbliższych miesiącach rywalizacja pomiędzy poszczególnymi źródłami azotu może w jeszcze większym stopniu opierać się na relacji ceny do zawartości składnika.

Największym ryzykiem może być dziś czekanie

Z wypowiedzi Wojciecha Smolarskiego przebija jeszcze jeden ważny wniosek. Rolnicy, którzy nie zabezpieczyli jeszcze nawozów azotowych na sezon, powinni ostrożnie podchodzić do strategii oczekiwania na spadek cen. Rynek pozostaje wyjątkowo dynamiczny, a znaczenie mają dziś nie tylko czynniki typowo rolnicze czy produkcyjne. Na cenę nawozów wpływają również gaz, ropa, transport morski i wydarzenia geopolityczne. W takich warunkach próba trafienia w najniższą cenę może być trudna. Dlatego zamiast czekać na idealny moment, warto już teraz porównać dostępne rozwiązania i policzyć koszt dostarczenia kilograma azotu na hektar.

Nie cena worka. Cena składnika

Obecna sytuacja może być dobrym momentem na zmianę sposobu kalkulowania kosztów nawożenia. Najtańszy nawóz w przeliczeniu na tonę nie zawsze będzie najtańszym nawozem w przeliczeniu na efekt. Jeżeli różnica pomiędzy mocznikiem a saletrą wynosi dziś około 70–80 groszy na kilogramie azotu, przy większym areale zaczyna mieć realne znaczenie dla wyniku gospodarstwa. I właśnie dlatego w najbliższych miesiącach coraz ważniejsze może być nie pytanie: „Ile kosztuje tona?”, ale: „Ile kosztuje mnie kilogram azotu na polu?”. Według Wojciecha Smolarskiego z Hexagon Polska obecna odpowiedź coraz częściej przemawia na korzyść mocznika.

Autor

  • Redakcja BydgoskieMarki.pl tworzy i publikuje treści poświęcone lokalnemu biznesowi, przedsiębiorczości oraz ludziom, którzy rozwijają firmy w Bydgoszczy i regionie. Pokazujemy wartościowe marki, ciekawe inicjatywy i historie, które budują gospodarczy obraz miasta.