Przejdź do treści
BydgoskieMarki.pl

Partner nie może dostać od BNBA tylko faktury i miejsca na banerze – rozmowa z Maciejem Goszczyńskim

A Aleksander Pawzun
2026-09-08 9 min czytania
Udostępnij

BNBA działa w Bydgoszczy od sezonu 2002/2003. Od 2011 roku ligę prowadzi Maciej Goszczyński, który równolegle rozwija wokół niej środowisko biznesowe. Dziś Klub Biznesu BNBA skupia ponad 60 firm, sponsorów ligi oraz partnerów biznesowych, a ta grupa stale rośnie. Rozmawiamy o tym, jak amatorskie rozgrywki stały się profesjonalnie zarządzanym projektem sportowym, dlaczego koszykówka może być początkiem wartościowych relacji między przedsiębiorcami i co firmy powinny otrzymywać od BNBA poza ekspozycją logotypu.

BNBA jest ligą amatorską, ale coraz trudniej opisywać ją wyłącznie jako rozgrywki koszykarskie. Czym jest dzisiaj?

Sport nadal jest fundamentem BNBA. Bez ligi, zawodników i emocji na parkiecie nie powstałoby nic więcej. Przez ponad dwie dekady wokół rozgrywek wyrosła jednak społeczność, która funkcjonuje również poza halą. Są w niej zawodnicy, kapitanowie, sędziowie, partnerzy, właściciele firm i osoby zarządzające przedsiębiorstwami. Dlatego dzisiaj patrzę na BNBA szerzej. To liga koszykówki, ale również środowisko relacji biznesowych i działań społecznych. Te trzy elementy muszą się uzupełniać. Sport daje nam autentyczność i wspólny punkt odniesienia. Partnerzy pomagają utrzymywać jakość organizacji i rozwijać kolejne projekty. Społeczność sprawia natomiast, że ludzie chcą tu zostać na dłużej.

Przejąłeś prowadzenie ligi przed sezonem 2011/2012. Co wtedy wymagało największej zmiany?

Mieliśmy problemy z organizacją rozgrywek, terminami hali, stroną internetową, komunikacją i marketingiem. Sam wcześniej grałem w BNBA, więc widziałem to z perspektywy zawodnika i wiedziałem, które elementy można poprawić. Nie chodziło o krytykowanie poprzedników. Tomasz Froehlke stworzył ligę i prowadził ją wspólnie z Grzegorzem Skibą. Zbudowali podstawę, bez której BNBA by nie powstała. Ja zobaczyłem możliwość uporządkowania projektu i rozwinięcia go w kolejnym kierunku. Najpierw trzeba było stworzyć dobrze zorganizowane rozgrywki dla zawodników. Dopiero na takim fundamencie można było budować rozpoznawalną markę, działania marketingowe oraz wartość dla sponsorów i partnerów.

Maciej Goszczyński – prezes zarządu BNBA

Które decyzje najmocniej wpłynęły na profesjonalizację ligi?

Jedną z najważniejszych było wprowadzenie komputerowych statystyk. Nie było nas wtedy stać na sprzęt, oprogramowanie i licencję wykorzystywane w profesjonalnych rozgrywkach, dlatego znaleźliśmy tańsze rozwiązanie. Sfinansowałem szkolenie dwóch sędziów stolikowych w Białymstoku i kupiłem potrzebny sprzęt. Okazało się, że statystyki bardzo mocno zmieniły zaangażowanie zawodników. Zaczęli dokładnie śledzić swoje wyniki, porównywać osiągnięcia i zwracać uwagę na każdą zbiórkę czy asystę. To nie był tylko dodatkowy element strony internetowej. Statystyki wpłynęły na sposób, w jaki zawodnicy przeżywali rozgrywki. Ważny był także podział na poziomy sportowe, dzięki któremu zespoły mogły rywalizować z przeciwnikami o zbliżonych możliwościach. Później pojawiły się Mecze Gwiazd, sesje zdjęciowe, rozwinięta komunikacja i kolejne wydarzenia. Każda z tych zmian podnosiła oczekiwania wobec organizacji.

Czy dlatego mówisz, że jest to sport dla amatorów tylko z nazwy?

Amatorscy są zawodnicy, ale organizacja nie może być amatorska. W BNBA grają osoby, które mają doświadczenie z różnych poziomów ligowych, dlatego poziom rywalizacji jest naprawdę wymagający. Profesjonalizacja ma jednak również drugą stronę. Nie możemy zamknąć drzwi osobom, które chcą po pracy grać w dobrze zorganizowanej lidze, ale nie mają za sobą zawodniczej kariery. Bardzo jednostronne mecze nie dają satysfakcji ani wygranym, ani przegranym. Właśnie dlatego tak ważny jest właściwy podział drużyn. Mamy statystyki, zdjęcia, działania promocyjne, terminarz i określone standardy organizacyjne. Zawodnicy nadal grają amatorsko, ale cały projekt jest prowadzony w sposób, którego oczekuje się od profesjonalnej organizacji.

Co jest w tym wszystkim najtrudniejsze, logistyka czy zarządzanie ludźmi?

Zdecydowanie ludzie. Żartuję czasem, że w BNBA jest tyle talentu i ego, że hala WSG ledwo to mieści. To jest sport, więc mamy silne charaktery, ambicje, własne zdanie i duże emocje. Terminarz można przygotować, koszty policzyć, a zadania rozpisać. Emocji po wyrównanym meczu albo spornej decyzji nie da się zaplanować. Dlatego ważne są czytelne zasady, konsekwencja i dobra współpraca z kapitanami drużyn. Do BNBA przeniosłem doświadczenie z zarządzania: planowanie, budżetowanie, harmonogramy i mierzenie skuteczności działań. Nie oznacza to jednak, że ligę tworzy jedna osoba. Jej jakość zależy od pracy całego zespołu, kapitanów, sędziów, zawodników i partnerów.

Od 2011 roku budujesz relacje z partnerami i sponsorami, a od 2020 roku rozwijasz Klub Biznesu BNBA w obecnej formule. Dlaczego projekt sportowy potrzebował takiego kierunku?

Organizacja ligi na odpowiednim poziomie wymaga stabilnego budżetu. Chciałem jednak, aby współpraca z firmami nie kończyła się na przekazaniu pieniędzy i umieszczeniu logotypu. Skoro sponsorzy i partnerzy wspierają to samo środowisko, naturalne było stworzenie im przestrzeni do poznawania się i rozmowy również poza halą. Jednym z ważnych momentów była kolacja w hotelu Bohema, na którą zaprosiłem czterech ówczesnych partnerów i sponsorów. Zaczęli rozmawiać o swoich firmach, wyzwaniach i doświadczeniach. Wtedy bardzo wyraźnie zobaczyłem, że wspólne otoczenie sportowe może otwierać także rozmowy biznesowe. Dzisiaj wokół Klubu Biznesu BNBA jest ponad 60 firm i ta grupa stale rośnie. Są to sponsorzy ligi oraz moi partnerzy biznesowi. Nie wszyscy interesują się koszykówką i nie wszyscy przychodzą oglądać mecze. Łączy ich natomiast zaufanie do środowiska, które konsekwentnie budujemy.

Wiele organizacji mówi o networkingu i budowaniu relacji. Co odróżnia Klub Biznesu BNBA?

Samo zorganizowanie bankietu albo spotkania nie tworzy jeszcze Klubu Biznesu. Nie chodzi o zebranie ludzi w jednej sali, rozdanie wizytówek i uznanie, że zadanie zostało wykonane. Najważniejsze jest to, co dzieje się pomiędzy wydarzeniami. Odwiedzam partnerów, rozmawiam o ich działalności i staram się rozumieć, czego aktualnie potrzebują. Dzięki temu wiem, które osoby warto ze sobą poznać i gdzie może istnieć wspólny temat. Takie połączenie ma większą wartość niż przypadkowa rozmowa przy stoliku, ponieważ wynika z wiedzy o obu firmach. BNBA nie obiecuje nikomu kontraktów. Możemy stworzyć wiarygodny kontekst do pierwszej rozmowy, przedstawić właściwe osoby i ułatwić zbudowanie zaufania. To, co wydarzy się później, zależy już od samych przedsiębiorców. Z relacji budowanych w tym środowisku wynikają konkretne rozmowy i współprace. Nie ujawniam jednak ich szczegółów bez zgody zainteresowanych firm. To są ich relacje biznesowe, a nie materiał promocyjny BNBA.

Co w takim razie powinien otrzymać partner BNBA poza obecnością logotypu?

Najpierw trzeba zrozumieć jego cel. Dla jednej firmy najważniejsza będzie widoczność marki, dla innej dotarcie do przedsiębiorców, obecność podczas wydarzeń albo możliwość poznania konkretnych osób. Nie każdy partner potrzebuje tego samego, dlatego nie można ograniczać współpracy do jednego, identycznego pakietu. Partner nie może dostać od BNBA tylko faktury i miejsca na banerze. To za mało, żeby mówić o rzeczywistej współpracy. Potrzebne są wizyty w firmach, rozmowy o potrzebach, działania promocyjne, wydarzenia oraz świadome budowanie relacji w całym środowisku. Ekspozycja nadal ma znaczenie, ale powinna być tylko jednym z elementów. Największą wartością jest możliwość funkcjonowania w tej społeczności i zaangażowanie organizacji również pomiędzy kolejnymi wydarzeniami. Firma powinna mieć poczucie, że jest częścią projektu, a nie tylko jednym z logotypów.

Społeczność BNBA rozwija się także poza sportem i biznesem. Jaką rolę odgrywają działania społeczne?

Po ponad dwóch dekadach łączy nas nie tylko koszykówka, lecz także wspólna historia. Organizujemy mecze charytatywne, angażujemy zawodników w pomoc potrzebującym, odwiedzamy dom dziecka i przygotowujemy zbiórki. Szczególne znaczenie ma dla mnie Mecz Pamięci, podczas którego wspominamy zawodników związanych kiedyś z BNBA, których nie ma już z nami. Z niektórymi sam grałem, inni byli moimi przyjaciółmi z boiska czy treningu. Ta inicjatywa spotkała się z bardzo dobrym odbiorem, ponieważ dotyczy konkretnych ludzi i prawdziwych emocji. W takich momentach najlepiej widać, że BNBA nie kończy się wraz z ostatnią syreną meczu. Społeczność ma znaczenie wtedy, kiedy potrafi być razem nie tylko podczas rywalizacji i wydarzeń biznesowych.

Jak BNBA wpisuje się dziś w bydgoskie środowisko koszykarskie?

Bydgoska koszykówka składa się z kilku środowisk, które mogą się wzajemnie uzupełniać. Bardzo dużą rolę odgrywa Bartłomiej Dzedzej. Razem z Grzegorzem Skibą mówimy czasem, że Bartek jest lokomotywą bydgoskiej koszykówki. Jest w tym żart, ale przede wszystkim duże uznanie dla jego pracy. Obecność Astorii w ekstraklasie wzmacnia zainteresowanie dyscypliną. BNBA jest natomiast naturalnym miejscem dla zawodników, którzy zakończyli profesjonalną karierę, ale nadal chcą regularnie grać i rywalizować. Organizujemy również ogólnopolskie turnieje koszykówki 3×3 i przy wybranych projektach współpracujemy z miastem oraz lokalnymi instytucjami. Prowadzimy cykliczne rozgrywki 3×3 i dzięki sponsorom oraz partnerom udział w nich jest całkowicie bezpłatny. Podczas niedawnej Gali 80-lecia Kujawsko-Pomorskiego Związku Koszykówki zostałem uhonorowany medalem za wkład w rozwój i budowanie historii koszykówki w naszym województwie. Traktuję to wyróżnienie również jako docenienie całego środowiska BNBA. Liga pozostaje prywatną organizacją, ale jednocześnie jest częścią sportowego i społecznego życia Bydgoszczy.

Jak chciałbyś widzieć BNBA za pięć lat?

Chcę, aby liga nadal oferowała dobrze zorganizowane rozgrywki przy kosztach akceptowalnych dla drużyn. Do tego potrzebujemy silnej drugiej nogi w postaci Klubu Biznesu oraz partnerów, którzy rozumieją ten projekt i chcą rozwijać go długofalowo. Nie chodzi wyłącznie o największe marki. Ważniejsze jest dopasowanie do środowiska i rzeczywiste zaangażowanie. Drugim wyzwaniem jest odmłodzenie ligi. BNBA ma dzisiaj około 200 zawodników, ale nowych twarzy przybywa niewiele. Osoby kończące studia często zaczynają szukać możliwości regularnej gry dopiero wtedy, kiedy ustabilizują życie zawodowe, zbiorą drużynę albo znajdą firmę gotową ją wesprzeć. Musimy więc jednocześnie rozwijać jakość, dbać o dostępność rozgrywek i docierać do młodszych zawodników. Chcę, żeby BNBA nadal była miejscem, w którym sport tworzy trwałe relacje, a biznes pomaga całemu środowisku rosnąć.

Autor

  • Aleksander Pawzun to specjalista marketingu internetowego z Bydgoszczy, posiadający blisko 20-letnie doświadczenie w obszarze SEO i SEM. Swoją karierę rozpoczynał w Grupie Allegro, a następnie przez lata rozwijał markę SEMGO, wspierając firmy w skutecznym pozyskiwaniu ruchu i klientów z internetu. Obecnie pełni funkcję COO w CalmFox.pl. Jest również twórcą portalu BydgoskieMarki.pl oraz aktywnym promotorem lokalnego biznesu i przedsiębiorczości.