Gdy mówiła w środowisku prawniczym o nowych technologiach, słyszała, że powinna zająć się „normalną pracą prawniczą”. Dziś nie ma już wątpliwości, że kancelarie muszą się zmienić. Z Karoliną Wilamowską, adwokatką specjalizującą się w prawie nowych technologii, ochronie danych osobowych i własności intelektualnej, rozmawiamy o tym, co AI naprawdę zmienia w pracy prawników, dlaczego same regulacje nie muszą hamować innowacji oraz czy Bydgoszcz może stać się ważnym punktem na mapie polskiego legal techu. Pytamy również o Legal Island – konferencję, która 22 września połączy na Wyspie Młyńskiej świat prawa, technologii i biznesu.
Prawo kojarzy się z dość tradycyjnym zawodem, a Ty od lat jesteś blisko nowych technologii. Skąd u Ciebie takie połączenie?
Z technologią jestem związana właściwie od zawsze. Od najmłodszych lat fascynowało mnie to, jak coś działa i w jaki sposób funkcjonuje. Wbrew pozorom wybór prawa nie był odejściem od takiego sposobu myślenia. Z mojej perspektywy prawo jest bardzo ścisłą dziedziną, wymagającą analizowania problemów w sposób podobny do tego, w jaki często myślą inżynierowie. Łączę więc ścieżkę prawniczą z technologiczną. Jestem adwokatką, specjalizuję się w prawie nowych technologii, ochronie danych osobowych i własności intelektualnej, a jednocześnie studiuję na kierunku inżynierskim. Zależy mi na tym, żeby nie tylko znać regulacje, ale też naprawdę rozumieć technologię, której one dotyczą. Jestem z Inowrocławia i tutaj prowadzę kancelarię, ale działamy również w Bydgoszczy. Jestem więc mocno związana z regionem i zależy mi na rozwoju lokalnego środowiska prawniczego, biznesowego i technologicznego.
Czy rynek usług prawnych czeka podobna zmiana do tej, którą kilkanaście lat temu przeszły media albo handel? Technologia nie tylko usprawni pracę, ale zmieni cały model funkcjonowania branży?
Myślę, że tak – i że ta zmiana będzie nawet bardziej wymagająca. Wejście kancelarii do internetu czy rozwój usług świadczonych zdalnie były naturalnymi kolejnymi krokami. Sztuczna inteligencja jest natomiast prawdziwym przełomem, który wymusza zmianę sposobu działania kancelarii i podejścia do klienta. Dziś klient często przychodzi do prawnika już z własną wizją rozwiązania problemu, bo wcześniej rozmawiał z narzędziem opartym na AI. Przez lata prawnicy zajmowali się zarówno prostymi sprawami, na przykład przygotowaniem nieskomplikowanego wniosku, jak i bardzo złożonymi problemami. Teraz z najprostszymi sprawami część osób w ogóle nie trafia do kancelarii, ponieważ próbuje poradzić sobie przy pomocy ChatGPT. To, czy uzyskana w ten sposób odpowiedź jest poprawna, pozostaje oczywiście odrębną kwestią. Jednocześnie technologia zmienia sposób prowadzenia trudniejszych spraw. Prawnicy korzystający z odpowiednich narzędzi mogą znacznie szybciej analizować dokumenty, prowadzić research czy przygotowywać projekty pism. Nasze środowisko pozostaje dość konserwatywne, ale grupa osób dostrzegających wzrost efektywności dzięki technologii stale się powiększa. To bezpośrednio przekłada się na konkurencyjność kancelarii.
AI potrafi już analizować dokumenty, przygotowywać projekty pism i prowadzić research. Co pozostanie częścią pracy prawnika, której technologia nie będzie w stanie dobrze zastąpić?
Przede wszystkim rozmowa z klientem i relacja z drugim człowiekiem. Klient nie przychodzi do kancelarii wyłącznie po przepis czy gotowe pismo. Często potrzebuje rozmowy, zrozumienia swojej sytuacji, wsparcia i poczucia, że ktoś rzeczywiście zajmuje się jego problemem. Są dziedziny prawa, które prawdopodobnie znacznie dłużej będą opierały się pełnej automatyzacji. Mam na myśli przede wszystkim prawo rodzinne i karne, gdzie bardzo ważne są emocje, zaufanie oraz stały kontakt klienta z adwokatem. W takich sprawach człowiek może potrzebować szybkiej rozmowy nawet późnym wieczorem – nie tylko odpowiedzi zgodnej z przepisami, ale także uwzględniającej specyfikę jego sytuacji. Technologia szybko weszła natomiast do obszarów, w których sama pracuję. W prawie nowych technologii czy ochronie danych jest obecna na bieżąco i już teraz bardzo mocno zmienia branżę. Nadal jednak żyjemy w świecie, w którym w najtrudniejszych momentach ludzie chcą rozmawiać z ludźmi, a nie z maszyną.
Czy prawnik, który dziś ignoruje AI i nowe technologie, za kilka lat może po prostu przestać być konkurencyjny?
Tak. Jeśli po jednej stronie mamy prawnika korzystającego z technologii, dla którego wykonanie researchu zajmuje kilkanaście minut zamiast kilku godzin, a analiza dokumentów i przygotowanie pisma wymaga jedynie części czasu potrzebnego wcześniej, to po drugiej stronie kancelaria wykonująca wszystkie te czynności ręcznie nie będzie w stanie z nim konkurować. Jako prawnicy podchodzimy do technologii ostrożnie. Obawiamy się niepewności i ryzyk związanych z wykorzystywaniem nowych rozwiązań – i nie są to obawy całkowicie bezpodstawne. Jednocześnie rynek wymusza zmianę. Niezależnie od specjalizacji nawet najbardziej konserwatywne kancelarie będą musiały zmienić swój model pracy. W przeciwnym razie przestaną być konkurencyjne cenowo i trudno będzie im funkcjonować na rynku, który już dziś nie jest łatwy. Kiedy zaczynałam mówić w branży o technologii, byłam czasem traktowana jak lokalna dziwaczka, która coś sobie wymyśliła. Koledzy radzili mi, żebym zajęła się „normalną pracą prawniczą”, bo takie rozwiązania się u nas nie przyjmą. Tymczasem przyjmują się – i robią to bardzo szybko.

AI Act wszedł właśnie w kluczowy etap stosowania. Czy z perspektywy polskich przedsiębiorców to duża zmiana, do której trzeba się przygotować, czy regulacja, której znaczenie dla przeciętnego biznesu bywa przeceniane?
Prawo jest tak silne, jak skuteczna jest jego egzekucja. Widać to doskonale na przykładzie RODO. Regulacje dotyczące ochrony danych są z nami od ośmiu lat, a nadal wielu przedsiębiorców nie wie, jak prawidłowo je stosować. Problemy występują nawet w podstawowych obszarach, takich jak zarządzanie zgodami na pliki cookies. W Polsce często działa myślenie: jeśli nikt mnie nie kontroluje i nie grozi mi kara, to nie muszę nic robić. Tymczasem powinniśmy patrzeć na te obowiązki inaczej. Dane osobowe, prywatność i prawa podstawowe są wartościami, które należy chronić. Profesjonalny przedsiębiorca powinien przestrzegać tych zasad nie tylko dlatego, że obawia się kontroli, lecz również dlatego, że zależy mu na dobrej relacji z klientem i prowadzeniu działalności zgodnie z prawem. W przypadku AI Act będzie podobnie. Regulacja dotyczy przede wszystkim dostawców systemów sztucznej inteligencji, ale obejmuje także podmioty, które je stosują. W świecie, w którym firmy powszechnie korzystają z generatywnej AI, grupa takich podmiotów jest bardzo szeroka. Do tego AI nie funkcjonuje w prawnej próżni. Nadal obowiązuje RODO, trzeba pamiętać o prawach autorskich, tajemnicy przedsiębiorstwa, poufności oraz prawach osób, których dane mogą być przetwarzane. Od 2 sierpnia zaczęły obowiązywać kolejne wymogi dotyczące przejrzystości niektórych systemów i oznaczania określonych treści generowanych lub modyfikowanych przez AI. Firmy pytają więc, czy te obowiązki ich dotyczą i jak powinny je realizować. Część przedsiębiorców reaguje, bo obawia się kar. Inni chcą po prostu zadbać o odbiorcę i pokazać mu, że korzystają z technologii odpowiedzialnie: przeanalizowali ryzyko, dobrali odpowiednie zabezpieczenia i respektują prawa podstawowe. Uważam, że AI Act jest bardzo istotną regulacją, a jego etapowe stosowanie daje przedsiębiorcom czas na właściwe przygotowanie.
Czy Europa, próbując stworzyć najbezpieczniejsze środowisko dla rozwoju sztucznej inteligencji, nie utrudnia jednocześnie europejskim firmom konkurowania ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami?
W środowisku technologicznym często słyszy się, że Europa staje się pod tym względem zaściankiem, ale na tempo rozwoju wpływa znacznie więcej czynników niż same regulacje. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, w jakim świecie chcemy żyć. Czy akceptujemy „dziką technologię”, w której prawa podstawowe nie są traktowane jako istotna wartość? Czy jednak prywatność, godność i prawo do życia prywatnego powinny wyznaczać granice rozwoju? Nie ma tutaj prostej odpowiedzi, ale regulacje są tylko jednym z elementów całej układanki i wcale nie muszą być najważniejszą przyczyną różnic między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Znaczenie ma również podejście organów i regulatorów oraz to, że mimo wspólnych przepisów unijnych ich stosowanie w poszczególnych państwach bywa różne. Inaczej wygląda ono w Polsce, a inaczej w Hiszpanii czy we Włoszech. Z jednej strony chcemy tworzyć wspólny europejski rynek, z drugiej – jego praktyczne funkcjonowanie wciąż nie jest w pełni spójne.
Widzę to także w obszarze własności intelektualnej. Komercjalizowanie innowacyjnych rozwiązań bywa w Europie trudniejsze nie tylko z powodu AI Act czy RODO, lecz także przez bardziej restrykcyjne niż w Stanach Zjednoczonych podejście do patentowania rozwiązań związanych ze sztuczną inteligencją. Nie jest jednak tak, że Europa wszystko reguluje, a w pozostałych częściach świata panuje pełna dowolność. Również Chiny mają przepisy odnoszące się między innymi do deepfake’ów i systemów wysokiego ryzyka. System wartości jest inny, ale ryzyka związane z AI dostrzegane są wszędzie. Dlatego nie szłabym w kierunku rezygnacji z regulacji. Uważam, że korzyści z nich płynące przewyższają ograniczenia, które wprowadzają. Ważne jest natomiast proporcjonalne podejście. Inaczej należy traktować globalny Big Tech, a inaczej mały startup, który na początku działalności nie ma podobnych zasobów, aby natychmiast spełnić wszystkie rozbudowane wymagania.

Zatrzymajmy się przy Bydgoszczy. Czy nasze miasto ma potencjał, by stać się rozpoznawalnym miejscem na mapie polskiego legal techu, czy najważniejsze projekty nadal będą ciągnęły w stronę Warszawy?
Legal tech rozwija się obecnie bardzo szybko. Na początku funkcjonowało zaledwie kilka podmiotów, skupionych głównie wokół Warszawy, Krakowa i Poznania. Stolica naturalnie przyciągała najwięcej projektów, bo tam znajdowały się biznes, potencjał i pieniądze. Dziś ta sytuacja zaczyna się zmieniać. Dzięki sztucznej inteligencji oraz rozwiązaniom low-code i no-code nie trzeba już być dużą firmą programistyczną, żeby stworzyć przydatne narzędzie dla kancelarii. Osoba z dobrym pomysłem może zbudować rozwiązanie konkretnego problemu bez ogromnego zespołu i wielkiego kapitału. Coraz częściej robią to sami prawnicy albo pracownicy kancelarii. Znają codzienne problemy branży i szukają prostych narzędzi, które pomogą je rozwiązać. Z tej perspektywy każde większe miasto ma szansę rozwijać własne środowisko legal techowe. W Bydgoszczy widzę realny potencjał. Jako wiceprezeska Bydgoskiego Klastra Informatycznego obserwuję, jak wiele ciekawych firm i osób z możliwościami rozwojowymi działa w naszym regionie. Coraz więcej lokalnych podmiotów ma interesujące pomysły i chce tworzyć własne rozwiązania. To dobry moment, aby połączyć środowisko prawnicze z biznesowym i technologicznym. Dzięki temu powstaną narzędzia odpowiadające na rzeczywiste potrzeby, które będzie można później skutecznie komercjalizować. Bydgoszcz nie musi kopiować Warszawy. Może zbudować własne, rozpoznawalne środowisko.
Razem z Adrianem Iwankiem współtworzysz Legal Island. Skąd pomysł, żeby właśnie w Bydgoszczy zorganizować wydarzenie łączące prawników, technologów i biznes? I co ma sprawić, że uczestnik nie pomyśli po nim: „to była kolejna konferencja, na której wszyscy powiedzieli, że AI zmienia świat”?
Z Adrianem współpracujemy od dawna – zarówno w Bydgoskim Klastrze Informatycznym, jak i przy tworzeniu narzędzi wspierających moją codzienną pracę w kancelarii. Szukamy rozwiązań, które pozwalają automatyzować, przyspieszać i usprawniać konkretne procesy. Od dłuższego czasu myśleliśmy o wydarzeniu, które połączy świat biznesu, technologii i prawa, szczególnie lokalne środowisko prawnicze. Część prawników nadal podchodzi do zmian bardzo konserwatywnie. Zachowują się trochę tak, jakby zamknięcie oczu i udawanie, że nic się nie dzieje, mogło zatrzymać technologiczną transformację. Nie może. Chcemy poruszyć to środowisko i pokazać, że ma w zasięgu ręki wydarzenie, podczas którego można poznać różne narzędzia oraz porozmawiać z ich twórcami i użytkownikami. Zależy nam, żeby Legal Island nie było eventem sprzedażowym, na którym każdy przekonuje, że jego produkt jest najlepszy. Chcemy pokazać technologię z różnych perspektyw – również przez pryzmat problemów i ryzyk. Będziemy rozmawiać o tym, jak AI zmienia codzienną pracę różnych kancelarii, ale też o wpływie technologii na zawody szczególnie związane z wymiarem sprawiedliwości, na przykład notariuszy czy komorników. Poruszymy również temat kryzysów wizerunkowych i narzędzi, które pomagają prawnikom radzić sobie z obszarami przez lata odkładanymi na bok. Wybraliśmy Bydgoszcz, bo tutaj działam i widzę zarówno ogromny potencjał, jak i potrzebę pokazania lokalnemu środowisku, że nie trzeba jechać do Warszawy, aby spotkać wybitne osoby ze świata prawa i nowych technologii. Na miejscu będzie można poznać dostawców, zobaczyć ich rozwiązania i sprawdzić, czy któreś z nich może zwiększyć efektywność konkretnej kancelarii – także tej małej, lokalnej. Prędzej czy później prawnicy będą musieli korzystać z takich narzędzi. Chodzi o to, aby wiedzieli, z czego mogą wybierać i potrafili znaleźć rozwiązanie dopasowane do własnych potrzeb.

Karolina Wilamowska, LL.M – adwokatka i partnerka zarządzająca kancelarii WASP. Specjalizuje się w prawie nowych technologii, własności intelektualnej, ochronie danych osobowych i compliance. Wiceprezeska Bydgoskiego Klastra Informatycznego, ekspertka i prelegentka związana ze środowiskiem prawniczym oraz technologicznym. Wspólnie z Adrianem Iwankiem współtworzy konferencję Legal Island, która odbędzie się 22 września 2026 roku na Wyspie Młyńskiej w Bydgoszczy.
Materiał PR Partnera