Przejdź do treści
BydgoskieMarki.pl

Ładny obrazek to jeszcze nie dobry projekt. Mikołaj Ziemiński i Tomasz Lewandowicz z EMTE Studio o wnętrzach z Instagrama, AI i beżowej monotonii

A Aleksander Pawzun
2026-08-20 11 min czytania
Udostępnij

Sztuczna inteligencja potrafi w kilka sekund stworzyć efektowną wizualizację, ale nie wie, ile miejsca potrzebuje kuchenka ani czy trzymetrowa sofa zmieści się w niewielkim salonie. Instagram i Pinterest dostarczają inspiracji, ale jednocześnie sprawiają, że tysiące mieszkań zaczynają wyglądać podobnie. O dobrym projektowaniu, modzie na modern classic, oświetleniu, przebodźcowanych wnętrzach i klientach, którzy chcą zmieścić zbyt wiele rzeczy na zbyt małej powierzchni, opowiadają Mikołaj Ziemiński i Tomasz Lewandowicz, współzałożyciele bydgoskiego EMTE Studio.

Zacznijmy od przedstawienia się. Kim jesteście i czym zajmuje się EMTE Studio?

Mikołaj Ziemiński: Jestem współzałożycielem biura projektowania wnętrz EMTE Studio, które znajduje się w Bydgoszczy. Stąd pochodzę, tutaj również częściowo studiowałem, chociaż część edukacji odbyłem w Poznaniu. Ostatecznie wróciłem do Bydgoszczy i właśnie tutaj pracuję oraz tworzę. W EMTE odpowiadam przede wszystkim za kreatywną stronę projektów – przygotowuję koncepcje i wizualizacje, które są moją główną specjalizacją.

Tomasz Lewandowicz: Jestem współwłaścicielem EMTE Studio. W Bydgoszczy mieszkam już około 14 lat. Przyjechałem tutaj na studia i zostałem. Dobrze czuję się w tym mieście i planuję pozostać w nim jak najdłużej. W EMTE odpowiadam przede wszystkim za przygotowywanie dokumentacji technicznej, dzięki której nasze projekty mogą zostać zrealizowane zgodnie z założeniami.

Czy sztuczna inteligencja rzeczywiście zagraża projektantom wnętrz, czy jedynie szybciej pokazuje różnicę między ładnym obrazkiem a dobrym projektem?

Mikołaj Ziemiński: Na ten moment zdecydowanie bardziej prawdziwa jest druga odpowiedź. Nie obawiam się, że sztuczna inteligencja zastąpi projektantów wnętrz, ponieważ projektowanie jest bardzo złożonym procesem. Potrzebne są do niego wiedza, doświadczenie i umiejętność zrozumienia człowieka oraz przestrzeni. To kompetencje, których nie można jeszcze sprowadzić wyłącznie do działania komputera. Nie analizowałem wszystkich możliwości AI bardzo szczegółowo, ale na podstawie dostępnych materiałów nie czuję obecnie zagrożenia dla naszego zawodu.

Tomasz Lewandowicz: AI może być bardzo atrakcyjne dla osób, które nie mają doświadczenia w projektowaniu. Efekt pojawia się błyskawicznie i najczęściej jest wizualnie atrakcyjny, ponieważ generatory bazują na obrazach oraz rozwiązaniach, które podobają się dużej liczbie ludzi. Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy na tej podstawie stworzyć rzeczywisty projekt.

W odpowiedziach generatorów tekstowych często pojawiają się błędy techniczne. Generowane obrazy również wyglądają dobrze, ale później trudno jest przenieść je do realnego pomieszczenia. Sztuczna inteligencja nie zna dokładnych wymiarów, proporcji ani ograniczeń konkretnego wnętrza. Nie musi wiedzieć, że standardowa kuchenka ma określoną szerokość. Wstawia coś, co wygląda atrakcyjnie, w miejsce, w którym w rzeczywistości nie da się tego zamontować. Projektant musi natomiast zadbać nie tylko o wygląd, lecz także o funkcjonalność i możliwość wykonania całej koncepcji. Na obecnym etapie opieranie kompletnego projektu na AI byłoby zbyt ryzykowne.

Tomasz Lewandowicz – EMTE.STUDIO

Czy zdarzyło się, że klient przyszedł do was z wizualizacją wygenerowaną przez AI i powiedział: „Chcę dokładnie tak”?

Tomasz Lewandowicz: Nam osobiście jeszcze się to nie zdarzyło, ale wiemy, że takie sytuacje pojawiają się w branży. Trzeba wtedy powiedzieć wprost, że wizualizacji nie da się przenieść do konkretnego mieszkania jeden do jednego. Najpierw należy przeprowadzić inwentaryzację, sprawdzić wymiary, instalacje i indywidualne warunki pomieszczenia, a dopiero później przygotować projekt. Nie można zacząć od wygenerowanego obrazka i zakładać, że przestrzeń uda się do niego dopasować.

Instagram i Pinterest nauczyły ludzi dobrego gustu czy wyprodukowały tysiące podobnych mieszkań?

Tomasz Lewandowicz: Bardziej skłaniałbym się ku drugiej odpowiedzi. Użytkownicy Instagrama i Pinteresta wielokrotnie oglądają bardzo podobne wnętrza. To działa trochę jak wizualna hipnoza. Jeżeli wszyscy regularnie widzą te same obrazy, po pewnym czasie wszystkim zaczynają podobać się podobne rozwiązania.

Jest to trochę smutne, ponieważ kolejni klienci przychodzą z pomysłem na beżowe wnętrza, białe albo beżowe ściany i bardzo podobne wyposażenie. Ogranicza to również naszą kreatywność. Staramy się zachęcać klientów, żeby trochę zaryzykowali, wprowadzili kolor albo charakterystyczny akcent, który stanie się wyróżnikiem ich mieszkania. Projekt powinien należeć do konkretnej osoby, a nie wyglądać jak kopia najpopularniejszych zdjęć z mediów społecznościowych.

Jaki trend wnętrzarski jest obecnie najbardziej przereklamowany, mimo że nadal świetnie wygląda w mediach społecznościowych?

Tomasz Lewandowicz: Wskazałbym na szeroko rozumiany modern classic. Wiele osób mówi, że chce mieć wnętrze właśnie w tym stylu. W efekcie w kolejnych mieszkaniach pojawiają się bardzo podobne sztukaterie i elementy nawiązujące do klasycznych wnętrz. W starej kamienicy sztukateria może wyglądać naturalnie, ponieważ jest spójna z historią oraz architekturą budynku. W nowym mieszkaniu jest to jednak często po prostu styropianowa listwa przyklejona do ściany. W takiej sytuacji może odbierać wnętrzu prestiż, który miała mu teoretycznie nadać. W budynkach z lat 70. czy 80. sztukateria może czasem stanowić ciekawy sposób na zagospodarowanie pustej ściany, ale nie zawsze pasuje do charakteru całego obiektu. Wprowadzanie klasycyzujących dekoracji do przestrzeni o całkowicie innej architekturze może prowadzić do wizualnego absurdu i powstania przypadkowego miszmaszu.

Mikołaj Ziemiński: Nie zawsze problemem jest sam styl. Częściej chodzi o stosowanie konkretnych materiałów w niewłaściwym miejscu. Niektóre elementy nie pasują ani do siebie nawzajem, ani do przestrzeni, w której zostały umieszczone. Wtedy nawet modne rozwiązanie nie obroni całego wnętrza.

Mikołaj Ziemiński – EMTE.STUDIO

Zdarza wam się odradzać klientowi modne rozwiązanie, które nie pasuje do jego mieszkania albo sposobu życia?

Tomasz Lewandowicz: Staramy się to robić, chociaż musimy pamiętać, że finalnie to klient będzie mieszkał w zaprojektowanym wnętrzu, a nie my. Możemy nie być przekonani do jego pomysłu, ale projekt musi odpowiadać przede wszystkim jego potrzebom i upodobaniom.

Mikołaj Ziemiński: Dążymy do tego, żeby końcowy efekt był spójny z oczekiwaniami klienta, ale jednocześnie pokazujemy mu alternatywne rozwiązania i materiały. Możemy na przykład zamiast laminowanego blatu zaproponować kamień, kwarcyt albo inny materiał o wyższej jakości. Nie chodzi o narzucanie własnego gustu, tylko o pokazanie możliwości, których klient wcześniej mógł nie znać.

Co częściej psuje mieszkanie: brak pieniędzy, brak miejsca czy brak odwagi do podjęcia własnej decyzji?

Mikołaj Ziemiński: Powiedziałbym, że brak otwartej głowy i brak zaufania do projektanta. Najlepiej pracuje się wtedy, gdy klient daje nam możliwość realizacji naszej wizji przynajmniej w dużej części. Od tego jesteśmy, żeby znaleźć pomysł zarówno na dużą, otwartą przestrzeń, jak i na niewielkie, skomplikowane pomieszczenie. Osobiście często łatwiej projektuje mi się właśnie małe wnętrza, ponieważ wymagają bardziej kreatywnego i precyzyjnego podejścia.

Tomasz Lewandowicz: Małe przestrzenie stanowią natomiast problem dla klientów, którzy przychodzą z inspiracjami z Pinteresta. Widzą dużą, miękką, trzymetrową sofę i koniecznie chcą mieć podobną w swoim salonie. Czasami trzeba wtedy sprowadzić ich na ziemię i wyjaśnić, że taki mebel po prostu się nie zmieści albo odbierze wnętrzu całą funkcjonalność.

Większość klientów oczekuje także bardzo dużej ilości miejsca do przechowywania. Tutaj również trzeba uświadamiać, że chomikowanie przedmiotów nie jest najlepszym sposobem organizowania życia. Jeżeli na 50 metrach ma mieszkać czteroosobowa rodzina, a jednocześnie oczekuje ogromnej strefy przechowywania, mieszkanie zaczyna przypominać tiny house. Każdy fragment przestrzeni musi wtedy pełnić kilka funkcji. Takie rozwiązania mogą być praktyczne, ale nie zawsze będą wyglądały tak lekko i przestronnie jak inspiracje oglądane w internecie.

Czy można zaprojektować mieszkanie, które nadal będzie aktualne za 15 lat?

Tomasz Lewandowicz: Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie trendy pojawią się za 15 lat. Może się nawet okazać, że białe ściany, które obecnie uznajemy za rozwiązanie bezpieczne i ponadczasowe, za dekadę będą odbierane jako kiczowate. Nie da się tego dokładnie przewidzieć.

Można jednak zaprojektować wnętrze w taki sposób, żeby po latach dało się je stosunkowo łatwo odświeżyć. Jeżeli podstawowa przestrzeń jest dobrze przemyślana, zmiana dodatków, kolorów i pojedynczych akcentów może pozwolić dostosować ją do kolejnego etapu życia lub nowych upodobań.

Mikołaj Ziemiński: Możemy tworzyć przestrzenie, które są w pewnym sensie neutralne. Wnętrza wpływają na człowieka, dlatego w przypadku mieszkań zależy nam przede wszystkim na tym, żeby domownicy mogli w nich odpoczywać. Odpowiednio dobrane kolory i materiały mogą stworzyć spokojną przestrzeń, która nie będzie uzależniona wyłącznie od jednego sezonowego trendu. Taka neutralność ma szansę przetrwać próbę czasu.

Jak projektuje się mieszkanie dla ludzi, którymi jego mieszkańcy dopiero się staną? Życie przecież zmienia się wraz z pojawieniem się dzieci, zmianą pracy czy starzeniem się.

Tomasz Lewandowicz: W pewnym zakresie trzeba brać pod uwagę zmieniające się życie mieszkańców. Klienci, którzy do nas przychodzą, najczęściej myślą jednak w perspektywie około pięciu lat. Zakładają na przykład, że w tym czasie mogą pojawić się dzieci. Wtedy trzeba uwzględnić możliwość zmiany funkcji konkretnych pomieszczeń.

Znaczenie mają również zwierzęta, które teraz mieszkają z klientami i prawdopodobnie nadal będą częścią ich życia za kilka lat. Projekt powinien umożliwiać przekształcanie przestrzeni wraz ze zmieniającymi się potrzebami domowników. Jeżeli klient chce, aby salon pełnił funkcję przestrzeni do rodzinnych spotkań czy wspólnego grania w planszówki, projekt musi odpowiadać tym potrzebom. Jednocześnie przestrzeń warto zaplanować tak, aby można było ją wykorzystywać także do innych aktywności, zarówno bardziej statycznych, jak i takich wymagających wolnego miejsca.

Czy istnieje coś takiego jak przebodźcowujące mieszkanie?

Tomasz Lewandowicz: Zdecydowanie tak. Duże znaczenie ma kompozycja pomieszczenia. Jeżeli we wnętrzu znajduje się wiele elementów, które do siebie nie pasują, przestrzeń zaczyna być wizualnie chaotyczna. Przebodźcowanie może wynikać także z braku funkcjonalności. Jeżeli podczas poruszania się po mieszkaniu ciągle trzeba omijać meble, przeciskać się między przedmiotami albo uważać, żeby w coś nie uderzyć, przestrzeń staje się w pewnym sensie agresywna. Człowiek nie może poruszać się po niej swobodnie i cały czas musi kontrolować swoje otoczenie.

Mikołaj Ziemiński: Ważna jest również kolorystyka. Inaczej czujemy się w pomieszczeniu utrzymanym w spokojnych, neutralnych barwach, a inaczej w takim, w którym wszystkie ściany mają bardzo intensywny kolor. Znaczenie ma też oświetlenie. Ciepłe i neutralne światło sprzyja odpoczynkowi. Jeżeli w jednym pomieszczeniu stworzymy intensywny miks kolorów oraz różnego rodzaju światła, może być to męczące dla wzroku. Zimne oświetlenie bywa wybierane dlatego, że sprawia wrażenie jaśniejszego, ale niekoniecznie dobrze wpływa na samopoczucie i komfort przebywania w danym miejscu.

Jaki element wnętrza najbardziej wpływa na samopoczucie mieszkańców, chociaż podczas remontu wiele osób niemal w ogóle o nim nie myśli?

Mikołaj Ziemiński: Zdecydowanie oświetlenie. Ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego, jak duży ma ono na nas wpływ. W domu przebywamy przede wszystkim po południu i wieczorem, czyli właśnie wtedy, gdy korzystamy ze sztucznego światła. Oświetlenie powinno być delikatne i budować atmosferę. Nie warto ograniczać go do kilku punktów na suficie, szczególnie emitujących zimne światło. Takie rozwiązanie jest funkcjonalne, kiedy trzeba posprzątać albo dokładnie oświetlić całe pomieszczenie, ale nie tworzy warunków do odpoczynku. Znacznie lepiej sprawdza się kilka różnych źródeł światła: lampka stojąca w rogu, subtelne oświetlenie pod szafkami w kuchni czy delikatne podświetlenie wybranych elementów. W ten sposób budujemy klimat, poczucie komfortu i pewną intymność przestrzeni.

Tomasz Lewandowicz: Oświetlenie trzeba też zawsze analizować razem z kolorystyką wnętrza. Ten sam kolor ściany będzie wyglądał zupełnie inaczej przy świetle ciepłym i zimnym. Ostateczny efekt nie wynika więc wyłącznie z wybranego koloru farby, ale z jego połączenia ze światłem, materiałami i pozostałymi elementami wyposażenia.

Gdybyście mogli usunąć jedno zdanie ze słownika klientów urządzających mieszkania, co by to było?

Tomasz Lewandowicz: Odpowiadając pół żartem: „Mamy bardzo ograniczony budżet”. Oczywiście każdy ma określone możliwości finansowe i jest to całkowicie zrozumiałe. Czasami jednak oczekiwania dotyczące standardu, liczby rozwiązań i jakości materiałów są całkowicie nieadekwatne do deklarowanego budżetu. Dobry projekt może pomóc racjonalnie rozdysponować środki i wskazać, na czym warto oszczędzić, a w co lepiej zainwestować. Nie da się jednak stworzyć wnętrza klasy premium z najbardziej kosztownych materiałów, nie uwzględniając realnych kosztów jego wykonania.

Autor

  • Aleksander Pawzun to specjalista marketingu internetowego z Bydgoszczy, posiadający blisko 20-letnie doświadczenie w obszarze SEO i SEM. Swoją karierę rozpoczynał w Grupie Allegro, a następnie przez lata rozwijał markę SEMGO, wspierając firmy w skutecznym pozyskiwaniu ruchu i klientów z internetu. Obecnie pełni funkcję COO w CalmFox.pl. Jest również twórcą portalu BydgoskieMarki.pl oraz aktywnym promotorem lokalnego biznesu i przedsiębiorczości.