Końcówka żniw przynosi wyraźny wzrost zainteresowania nawozami wieloskładnikowymi NPK. Problem w tym, że popyt skumulował się w jednym momencie, a możliwości transportowe są coraz bardziej ograniczone. Wojciech Smolarski z Hexagon Polska zwraca uwagę, że w obecnej sytuacji dla wielu odbiorców coraz ważniejsza od ceny staje się fizyczna dostępność nawozu i możliwość dostarczenia go w odpowiednim terminie.
Popyt na nawozy NPK przychodzi późno i kumuluje się w jednym momencie
W wielu regionach żniwa dobiegają końca, a rolnicy zaczynają intensywnie myśleć o kolejnych pracach polowych. Jak zauważa Wojciech Smolarski, zainteresowanie nawozami NPK rośnie właśnie teraz, stosunkowo późno i w bardzo krótkim czasie. To powoduje dodatkową presję na cały łańcuch dostaw. W tym samym czasie samochody ciężarowe są potrzebne do przewozu zbóż z pól do magazynów, portów, młynów i zakładów przetwórczych. Jednocześnie coraz więcej klientów oczekuje dostawy nawozów praktycznie natychmiast, w ciągu kilku dni. Zdaniem przedstawiciela Hexagon Polska ekonomika stosowania nawozów wieloskładnikowych nadal pozostaje korzystna. Mimo niższych plonów niż rok wcześniej rolnicy nie mają powodów, aby całkowicie rezygnować z nawożenia NPK. Rynek czeka również na informacje dotyczące planowanego wsparcia dla rolników, jednak niezależnie od jego ostatecznego kształtu jednym z kluczowych problemów pozostaje logistyka.
Cena schodzi na drugi plan
Jeszcze niedawno podstawowym pytaniem przy zakupie nawozu była cena. Dziś coraz częściej klienci pytają najpierw o to, czy towar znajduje się na miejscu i jak szybko może zostać dostarczony. Według Wojciecha Smolarskiego oznacza to zmianę priorytetów na rynku. Rolnik potrzebuje nawozu wtedy, kiedy może zastosować go na polu. Nawet atrakcyjna cena przestaje być argumentem, jeżeli nie ma pewności, kiedy towar faktycznie dotrze do gospodarstwa. W takich warunkach dostępność produktu oraz sprawna logistyka zaczynają odgrywać pierwszoplanową rolę.

Coraz mniej transportu dostępnego na rynku
Dodatkowym problemem jest sytuacja w branży transportowej. Smolarski zwraca uwagę na spadek liczby działających firm transportowych w Polsce i związane z tym ograniczenie dostępnych mocy przewozowych. Jednocześnie o te same samochody konkurują różne branże, szczególnie w okresie wzmożonych przewozów po żniwach. Na sytuację wpływają również warunki w Europie. Bardzo niskie stany wód w Renie i Dunaju utrudniają wykorzystanie tradycyjnych kanałów transportowych, przez co część przewozów przenoszona jest na drogi. Smolarski wskazuje, że w Niemczech poluzowano nawet część ograniczeń dotyczących transportu ciężarowego w weekendy i niedziele. W efekcie firmy transportowe znajdują się dziś w znacznie mocniejszej pozycji negocjacyjnej i mogą wybierać najbardziej opłacalne dla siebie trasy.
Rynek już raz przerabiał taki scenariusz
Podobna sytuacja miała miejsce wiosną. Wielu rolników odkładało zakup nawozów do ostatniej chwili, a kiedy pojawiła się konieczność szybkiego wjazdu w pole, dostępność produktu zaczęła mieć większe znaczenie niż jego cena. Jak przypomina Wojciech Smolarski, w niektórych przypadkach odbiorcy byli gotowi zapłacić za saletrę amonową nawet 200–300 zł więcej na tonie, aby tylko otrzymać towar na czas. Obecnie podobne ryzyko pojawia się na rynku nawozów wieloskładnikowych. Zamówienia ponownie przesuwane były w czasie, a popyt zaczyna materializować się w jednym momencie. Jednocześnie nie widać sygnałów świadczących o znaczącym ograniczeniu produkcji rzepaku. Smolarski zwraca uwagę, że rzepak pozostaje dobrze wyceniany, a jego uprawa ma istotne znaczenie dla polskiego płodozmianu. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku zbóż, których ceny nadal wspierają ekonomikę stosowania nawozów wieloskładnikowych.

Dostawa od ręki może być coraz trudniejsza
Hexagon Polska zwraca dlatego uwagę, aby nie odkładać decyzji zakupowych do ostatniego momentu. Dostęp do transportu jest już ograniczony, a w przypadku części kierunków znalezienie przewoźnika może stawać się coraz trudniejsze. Firmy transportowe będą naturalnie wybierały trasy, które pozwalają im najlepiej wykorzystać samochody, zaplanować powroty i zoptymalizować koszty. Oznacza to, że dostawy do bardziej oddalonych lokalizacji mogą wymagać znacznie większego wyprzedzenia. Do tego dochodzi ograniczona podaż od krajowych producentów. Jak uzupełnia Wojciech Smolarski, producenci realizują obecnie przede wszystkim wcześniejsze zamówienia i nie zawsze będą w stanie dostarczyć nawozy wieloskładnikowe od ręki. Presja logistyczna dotyczy więc nie tylko samego transportu, ale także dostępności produktu u źródła. W najbliższych tygodniach rynek nawozów NPK może być więc kształtowany nie tyle przez walkę o najniższą cenę, ile przez dostępność towaru i możliwość jego sprawnego dostarczenia. Dla gospodarstw, które będą potrzebowały nawozu w konkretnym terminie, wcześniejsze zabezpieczenie dostaw może okazać się znacznie ważniejsze niż oczekiwanie na potencjalnie lepszą ofertę.
Materiał PR Partnera