Przejdź do treści
BydgoskieMarki.pl

Rolnicy wstrzymują zakupy nawozów. Wojciech Smolarski ostrzega: jesienią może zabraknąć NPK

B BydgoskieMarki.pl
2026-08-05 6 min czytania
Udostępnij

Rolnicy, którzy liczą na to, że z zakupem nawozów wieloskładnikowych będzie można spokojnie poczekać do ostatniego momentu, mogą znaleźć się w trudnej sytuacji. Problemem nie jest już wyłącznie cena. Coraz większe znaczenie mają ograniczona podaż, niskie zapasy w kraju oraz logistyka, która w krótkim czasie może nie być w stanie obsłużyć skumulowanego popytu. Zdaniem Wojciecha Smolarskiego z Hexagon Polska rynek NPK wchodzi w okres, w którym odkładanie decyzji zakupowych może okazać się znacznie bardziej ryzykowne niż wcześniejsze zabezpieczenie potrzeb gospodarstwa.

Rynek znalazł się więc w nietypowym położeniu. Popyt jest osłabiony, ale jeszcze szybciej kurczy się realna podaż dostępnego produktu.

Import do Polski wyraźnie spadł

Na polskim rynku konsekwencje światowych zmian są szczególnie odczuwalne. Krajowa produkcja nawozów wieloskładnikowych nie odbywa się obecnie na pełnym poziomie, a jednocześnie mocno ograniczony został import. Duże znaczenie miało wejście nowych taryf dotyczących nawozów pochodzących z Rosji. Produkty takie jak popularne nawozy w formule 8-20-30 przestały być konkurencyjne cenowo, przez co ich sprowadzanie stało się w praktyce nieopłacalne. Jednocześnie import z innych kierunków nie uzupełnia powstałej luki.

W pierwszych sześciu miesiącach roku import nawozów fosforowych i wieloskładnikowych spadł z około 485 tysięcy ton do około 127 tysięcy ton. To pokazuje skalę zmiany, z którą mamy obecnie do czynienia mówi przedstawiciel Hexagon Polska. (Źródło: Dane Komisji Europejskiej)

Polska przez lata w dużym stopniu opierała się na nawozach importowanych. Na krajowym rynku obecne były między innymi produkty rosyjskie i białoruskie. Dziś duża część tych kierunków praktycznie zniknęła. W efekcie ograniczenie zakupów przez gospodarstwa nie oznacza automatycznie, że towar czeka w magazynach. Wręcz przeciwnie. Dystrybutorzy, nie widząc wystarczającego zainteresowania, również nie budowali dużych zapasów.

Niskie zapasy mogą uruchomić problem logistyczny

Zdaniem Wojciecha Smolarskiego największym wąskim gardłem rynku NPK może okazać się logistyka. Wielu rolników odkłada zakupy, zakładając, że nawóz będzie można zamówić wtedy, gdy stanie się bezpośrednio potrzebny. Podobnie zachowywali się jednak także dystrybutorzy, którzy nie chcieli zamrażać kapitału w drogim towarze. W rezultacie zapasy nawozów NPK na rynku krajowym są niskie, a większość dostaw będzie musiała być realizowana na bieżąco.

Dopóki zamówienia pojawiają się stopniowo, system może funkcjonować bez większych zakłóceń. Sytuacja zmieni się jednak w momencie, gdy duża liczba gospodarstw będzie chciała otrzymać nawóz w podobnym terminie.

Wojciech Smolarski i Mathias Eisert | Hexagon Polska

Nie ma nieograniczonej liczby samochodów, magazynów i kierowców. Szczególnie w okresie żniw nie da się nagle zrealizować wszystkich dostaw w jednym czasie. Jeżeli wszyscy podniosą rękę w tym samym momencie, rynek może zwyczajnie nie mieć możliwości, aby dostarczyć towar terminowo przestrzega Smolarski. Z punktu widzenia rolnika oznacza to, że cena może nie być jedynym problemem. Nawet zaakceptowanie wyższego poziomu kosztów nie gwarantuje, że nawóz dotrze w odpowiednim terminie.

Oszczędność, która może kosztować więcej

Drugim zjawiskiem widocznym na rynku jest ograniczanie dawek nawożenia lub całkowita rezygnacja ze stosowania nawozów wieloskładnikowych. Przy wysokich kosztach środków produkcji taka strategia może wydawać się uzasadniona. W ocenie przedstawiciela Hexagon Polska jej konsekwencje mogą być jednak znacznie droższe niż sam zakup NPK. Tegoroczne zbiory są niższe niż w poprzednim sezonie, ale w skali kraju nie można mówić o całkowicie złych wynikach. Ceny zbóż i rzepaku również pozostają na poziomach, które wspierają ekonomikę produkcji. W tej sytuacji całkowita rezygnacja z nawożenia może osłabić potencjał plonowania w kolejnym sezonie.

Można rozważać korektę dawek, ale całkowite odstawienie nawozów wieloskładnikowych jest strategią nieuzasadnioną. To próba radykalnego odchudzania. Skutki tej decyzji mogą pojawić się podczas przyszłych żniw ocenia Wojciech Smolarski.

Brak odpowiedniego nawożenia jesiennego może również doprowadzić do sytuacji, w której wiosną gospodarstwa będą szukały rozwiązań zastępczych. Te nie zawsze będą optymalne pod względem agronomicznym, kosztowym i organizacyjnym. W praktyce oszczędność osiągnięta dzisiaj może więc oznaczać niższy plon, konieczność interwencyjnych zakupów lub wyższe koszty w kolejnym etapie sezonu.

Tani nawóz nie zawsze oznacza dobrą inwestycję

Ograniczona dostępność oraz wysoka cena nawozów sprzyjają pojawianiu się na rynku produktów, których głównym argumentem jest niski koszt. Dotyczy to szczególnie tanich blendów, czyli mieszanek nawozowych tworzonych z różnych komponentów. Hexagon Polska zwraca uwagę, że w przypadku takich produktów szczególnie istotne jest pochodzenie nawozu, wiarygodność dostawcy oraz zgodność rzeczywistego składu z deklaracją.

Nie warto kupować kota w worku. Jakość części tanich blendów dostępnych na rynku jest kwestionowana podczas prowadzonych kontroli. Rolnik powinien mieć pewność, że otrzymuje produkt o sprawdzonym składzie, odpowiadającym temu, co zostało zadeklarowane podkreśla Smolarski. W nawożeniu liczy się bowiem nie tylko liczba kilogramów wysianego produktu, ale przede wszystkim zawartość i dostępność składników pokarmowych. Nawóz, który jest tańszy w zakupie, lecz nie zapewnia deklarowanych parametrów, może okazać się najdroższym rozwiązaniem z punktu widzenia całego sezonu.

Rynek wchodzi w decydujący moment

Obecna sytuacja na rynku NPK jest wynikiem nałożenia się kilku zjawisk: problemów z dostępnością surowców, ograniczenia globalnej produkcji, spadku importu do Polski, niskich zapasów u dystrybutorów oraz odkładania decyzji zakupowych przez gospodarstwa. Każdy z tych czynników osobno byłby możliwy do opanowania. Ich jednoczesne występowanie sprawia jednak, że rynek staje się podatny na nagłe problemy z dostępnością i terminowością dostaw.

Wojciech Smolarski wskazuje, że rolnicy planujący zakup nawozów wieloskładnikowych nie powinni koncentrować się wyłącznie na próbie trafienia w najniższą cenę. Coraz ważniejsze staje się wcześniejsze zabezpieczenie produktu, terminu transportu oraz sprawdzonego źródła dostawy. Najbliższe tygodnie pokażą, czy rynek uniknie spiętrzenia zamówień. Jeżeli jednak większość gospodarstw zdecyduje się na zakupy w ostatniej chwili, problemem może być już nie to, ile nawóz kosztuje, lecz czy w ogóle uda się go dostarczyć wtedy, gdy będzie potrzebny.

Materiał PR Partnera

Autor

  • Redakcja BydgoskieMarki.pl tworzy i publikuje treści poświęcone lokalnemu biznesowi, przedsiębiorczości oraz ludziom, którzy rozwijają firmy w Bydgoszczy i regionie. Pokazujemy wartościowe marki, ciekawe inicjatywy i historie, które budują gospodarczy obraz miasta.