Przejdź do treści
BydgoskieMarki.pl

Stres w pracy nie zawsze jest wrogiem. Tomasz Wachowiak: „Problem zaczyna się, gdy napięcie nie mija”

B BydgoskieMarki.pl
2026-08-04 8 min czytania
Tomasz Wachowiak
Udostępnij

Stres towarzyszy dziś przedsiębiorcom, menedżerom i pracownikom niemal wszystkich branż. Sam w sobie nie musi jednak oznaczać niczego złego. W odpowiedniej dawce pomaga się skoncentrować, mobilizuje do działania i pozwala lepiej przygotować się do trudnego zadania. Problem zaczyna się wtedy, gdy napięcie pozostaje z nami także po pracy, podczas weekendu i urlopu.

O tym, jak rozpoznać przewlekły stres zawodowy, dlaczego przedsiębiorcy i osoby zarządzające tak często ignorują własne zmęczenie oraz co firmy mogą zrobić, aby ograniczyć napięcie w zespołach, rozmawiamy z Tomaszem Wachowiakiem, psychoterapeutą i twórcą marki ZrozumRozum.pl.

Kiedy stres w pracy jest naturalną reakcją na odpowiedzialność, a kiedy zaczyna być zagrożeniem dla zdrowia?

Stres jest pozytywny wtedy, kiedy działa mobilizująco. Jest nam potrzebny i może pomagać w wykonywaniu zadań. Problem zaczyna się w momencie, gdy staje się demobilizujący, zniechęcający i destabilizujący. Najważniejsze jest zauważenie momentu, w którym przekraczamy pewną granicę. Nie zawsze jest to łatwe, ponieważ napięcie często narasta stopniowo. Człowiek może przez długi czas funkcjonować, wykonywać obowiązki i nie zdawać sobie sprawy, że stres przestał już mu pomagać.

Czy można być skutecznym i zaangażowanym pracownikiem, a jednocześnie nie zauważać, że jest się na granicy przeciążenia?

Można, ponieważ przeciążenie zazwyczaj narasta powoli. Ono nie pojawia się nagle. To nie jest jedno wydarzenie, po którym od razu wiemy, że coś jest nie tak. Bagatelizujemy wiele sygnałów albo nie interpretujemy ich jako objawów przeciążenia. Wydaje nam się – i podkreślam tutaj słowo „wydaje” – że wszystko jest w porządku, podczas gdy już dawno nie jest. Możemy nadal być skuteczni, realizować zadania i pozostawać zaangażowani, mimo że przekroczyliśmy granicę, za którą stres przestał być mobilizujący, a zaczął destabilizować nasze funkcjonowanie.

Jakie pierwsze sygnały pokazują, że nie jest to tylko trudny dzień lub tydzień, ale przewlekły stres zawodowy?

Jednym z najważniejszych sygnałów jest czas. Jeżeli stres nie mija, nie mamy chwili oddechu, a weekend czy krótki urlop nie pomagają, powinniśmy zwrócić na to uwagę. Są okresy, w których wykonujemy bardziej stresujące zadania i naturalnie mocniej się spinamy. Jeżeli po zakończeniu takiego wysiłku napięcie ustępuje, wszystko jest w porządku. Jeżeli jednak stresor już zniknął, a napięcie pozostało, to sygnał ostrzegawczy. Organizm może przestawić się na tryb ciągłego przetrwania: „Bądź cały czas w gotowości, ponieważ za chwilę coś może się wydarzyć”. Jeżeli nie mamy już konkretnych powodów do stresu, a nadal go odczuwamy, oznacza to, że warto się zatrzymać i przyjrzeć sytuacji.

Dlaczego przedsiębiorcy i osoby na stanowiskach kierowniczych tak często ignorują własne zmęczenie?

Jednym z powodów jest nieznajomość tematu, ale również przekonanie o własnej sile i zaradności. Pojawia się myślenie: „Na pewno dam radę”, „Jakoś to będzie”, „Nikt nie zrobi tego lepiej ode mnie” albo „To w końcu minie”. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, dlatego nie chciałbym generalizować. U części osób pojawia się jednak przeświadczenie, że człowiek silny nie powinien okazywać słabości. Funkcjonują schematy mówiące, że prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze, nie poddaje się i zawsze daje sobie radę. Wpadamy w te schematy i zaczynamy w nie wierzyć, mimo że wcale nie muszą być prawdziwe.

Czy problemem jest również nieumiejętność poproszenia o pomoc?

Tak. Osoby zarządzające często nie pozwalają sobie nie tylko na słabość, ale również na przyjęcie pomocy. Mogą myśleć: „Skoro ja pomagam wszystkim, to jak ktoś miałby pomóc mnie?”. To kolejny stereotyp i pułapka. Nie można być lekarzem ani terapeutą samego siebie. Możemy bardzo skutecznie pomagać innym, a jednocześnie nie potrafić zastosować tych samych zasad we własnym życiu. Dlatego na przykład w naszym zawodzie zalecana jest psychoterapia dla psychoterapeutów. Paradoksalnie potrafimy pomagać innym, mówić pewne rzeczy z pełnym przekonaniem, a jednocześnie mieć trudność z zastosowaniem ich u siebie. Menedżer może być osobą, która rozwiązuje problemy całego zespołu. Właśnie dlatego trudno mu czasami dopuścić myśl, że sam także może potrzebować wsparcia.

Czy kultura ciągłej dostępności, szybkich odpowiedzi i pracy „na już” stała się jednym z głównych źródeł stresu?

Jest jednym z wielu głównych źródeł stresu. Świat przyspieszył i wszystko ma być szybkie. Wszystko jest na już, na teraz. Ludzie są coraz bardziej niecierpliwi. Każda zwłoka może być odbierana jako słabość, brak zaangażowania lub niewystarczająca sprawność. Jednocześnie telefon, poczta elektroniczna i komunikatory sprawiają, że bardzo trudno naprawdę wyjść z pracy. Nawet po zakończeniu obowiązków człowiek może pozostawać w gotowości, czekając na kolejną wiadomość albo zadanie.

W jaki sposób stres jednego pracownika lub menedżera może wpływać na cały zespół?

Zespół jest grupą społeczną, a jedna osoba może zmienić charakter całej grupy. Widziałem to podczas prowadzenia różnych zajęć grupowych. Pracowałem z licealistami i studentami. Były to osoby w podobnym wieku, o zbliżonym poziomie wiedzy i pochodzące z podobnych środowisk, a mimo to każda grupa była zupełnie inna. Jedna grupa była wesoła, inna refleksyjna, kolejna smutna albo trudna we współpracy. Często wpływały na to pojedyncze osoby, które zaczynały nadawać grupie określony charakter, a pozostali uczestnicy się do niego dostosowywali – bardzo często podświadomie. Podobnie jest w firmie. Jeżeli jedna osoba jest silnie zestresowana, jej napięcie będzie wpływać na innych. Każdy może reagować inaczej i zapewne znajdą się osoby bardziej odporne, ale wszyscy nadal tworzą jeden zespół. Im więcej członków grupy przejmie napięcie jednej osoby, tym bardziej zmieni się funkcjonowanie całego zespołu.

Czy każdy stres wpływa na zespół negatywnie?

Nie. Przyjęliśmy, że słowo „stres” oznacza coś złego, ale nie jest to do końca prawda. Odpowiedni poziom stresu jest nam potrzebny. Może mobilizować ludzi przed ważnym projektem, spotkaniem czy wystąpieniem. Osoby całkowicie pozbawione stresu podczas wystąpień publicznych często stają się gorszymi mówcami lub aktorami. Można powiedzieć, że przestaje im zależeć i pojawia się bylejakość. Rutyna zabija. Dlatego pewien poziom napięcia jest potrzebny. Problem pojawia się wtedy, gdy stres przestaje mobilizować i zaczyna dezorganizować pracę zespołu.

Jak rozmawiać z przełożonym o przeciążeniu, żeby nie zostało to odebrane jako brak zaangażowania?

Wiele zależy od tego, jaki jest przełożony, ponieważ każdy człowiek jest inny. Ogólnie powiedziałbym jednak, że należy rozmawiać szczerze i uczciwie. Trzeba powiedzieć, co się dzieje, i przyznać się do przeciążenia lub stresu. Nie powinniśmy się tego wstydzić. Stres jest naturalnym i nieodzownym towarzyszem człowieka, chociaż współcześnie jest go coraz więcej. Porównałbym to do choroby, na przykład grypy, której objawem jest podwyższona temperatura. Nikt nie wstydzi się tego, że ma gorączkę, ponieważ wie, że jest ona wynikiem infekcji. Jeżeli stres jest wynikiem przeciążenia, również nie należy się go wstydzić. Trzeba zastanowić się, co można zrobić, aby zmniejszyć obciążenie albo nauczyć się lepiej sobie z nim radzić.

Jak duże znaczenie ma nasze nastawienie do pracy?

Nastawienie może mieć bardzo duże znaczenie. Niedawno rozmawiałem z przeciążonym kierownikiem jednego z działów w firmie. Była to jego nowa praca, w której znajdował się dopiero od miesiąca. Wcześniej pracował na podobnym stanowisku i w bardzo podobnej firmie. Mimo to w nowym miejscu czuł się zdecydowanie bardziej przeciążony, zestresowany, zniechęcony i przebodźcowany. Duże znaczenie miało jego nastawienie. Wdrukował sobie, że ta praca jest ciężka, że spoczywa na nim ogromna odpowiedzialność i że musi natychmiast pokazać wszystko, na co go stać. W efekcie praca zaczęła być dokładnie taka, jak ją sobie przedstawił. Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie problemy można usunąć samą zmianą myślenia, ale sposób postrzegania sytuacji może zwiększać lub zmniejszać odczuwane napięcie.

Co firmy mogą zrobić, aby ograniczyć stres pracowników poza organizowaniem warsztatów i benefitów?

Przede wszystkim powinny rozmawiać. Często posługuję się bardzo prawdziwym stwierdzeniem, że człowiek nie pozbędzie się tego, o czym milczy. Jeżeli w firmie będzie dużo niepewności, niedomówień, braku szczerości i obaw przed powiedzeniem, co naprawdę się dzieje, napięcie będzie rosło. Jeżeli natomiast będziemy rozmawiać również o rzeczach niewygodnych, szybciej zdamy sobie sprawę z istniejącego problemu. Zaczniemy też świadomie i podświadomie szukać rozwiązania tego, co nam nie odpowiada, co przeszkadza i co boli. Jednorazowe warsztaty czy benefity mogą być wartościowe, ale nie zastąpią codziennej komunikacji. Firma powinna stworzyć przestrzeń, w której pracownik może powiedzieć o przeciążeniu, zanim stanie się ono poważnym kryzysem.

Czy stresu w pracy powinniśmy się wstydzić?

Nie. Stres nie jest dowodem słabości ani braku kompetencji. Jest reakcją organizmu na wymagania, odpowiedzialność i obciążenie. Powinien jednak ustępować wtedy, gdy znika przyczyna napięcia. Jeżeli nie mija po pracy, weekendzie lub urlopie, odbiera motywację i zaczyna wpływać na nasze relacje, warto potraktować go jako sygnał ostrzegawczy. Najważniejsze jest, aby o nim nie milczeć. Rozmowa nie rozwiąże automatycznie każdego problemu, ale bez rozmowy trudno w ogóle rozpocząć szukanie rozwiązania.

Autor

  • Redakcja BydgoskieMarki.pl tworzy i publikuje treści poświęcone lokalnemu biznesowi, przedsiębiorczości oraz ludziom, którzy rozwijają firmy w Bydgoszczy i regionie. Pokazujemy wartościowe marki, ciekawe inicjatywy i historie, które budują gospodarczy obraz miasta.

Czytaj dalej