Przez ostatnie dwa lata niemal każda firma chciała mieć coś wspólnego ze sztuczną inteligencją. Czasem był to realny projekt, czasem wykupiona licencja, a czasem jedno zdanie dopisane do oferty. Dziś rynek zaczyna sprawdzać, ile z tego miało rzeczywisty sens. Bydgoskie firmy nie pytają już wyłącznie, czy powinny korzystać z AI. Coraz częściej pytają, czy przypadkiem nie płacą za technologiczną dekorację.
Pierwszy zachwyt nad generowaniem tekstów, obrazów i możliwościami chatbotów nie tyle się skończył, ile zderzył z codziennością. A codzienność jest znacznie mniej efektowna niż prezentacja na konferencji. Trzeba wskazać konkretny proces, uporządkować dane, przeszkolić ludzi, ustalić odpowiedzialność i sprawdzić, czy wdrożenie naprawdę skraca czas pracy, zmniejsza liczbę błędów albo poprawia obsługę klienta. Sztuczna inteligencja przestaje być dziś testem samej technologii. Staje się testem tego, czy firma wie, jak naprawdę działa.
O praktycznym wykorzystaniu AI rozmawialiśmy z przedstawicielami SNWS, CalmFox.pl, ITMakeovers, Afera Studio i Kubanek Consulting. Ich doświadczenia różnią się, ale prowadzą do wspólnego wniosku: największym ograniczeniem we wdrażaniu sztucznej inteligencji coraz rzadziej jest sama technologia. Znacznie częściej problemem okazuje się organizacja, która nie jest na nią gotowa.
Skończył się czas kupowania AI na pokaz
Jeszcze niedawno sztuczna inteligencja była wdrażana dlatego, że wypadało ją mieć. Firmy kupowały licencje, udostępniały pracownikom kolejne narzędzia i liczyły, że sama obecność nowej technologii zwiększy produktywność.
Łukasz Jurys, CTO i członek zarządu CalmFox.pl, obserwuje dziś wyraźny podział. Tam, gdzie AI zostało włączone w konkretny proces, efekty są realne i mierzalne. Dotyczy to między innymi obsługi dokumentów, analizy danych, wsparcia programistów i automatyzacji powtarzalnej komunikacji. Inaczej kończą się eksperymenty polegające na uruchomieniu „czatu dla wszystkich”, bez określonego celu, zasad i odpowiedzialności. Takie narzędzie często przestaje być używane po kilku tygodniach.
I bardzo dobrze, że rynek zaczyna to dostrzegać. „Mamy AI” nigdy nie było strategią biznesową.
Podobną zmianę obserwuje Alicja Leszczyńska, prezes zarządu SNWS. Jeszcze dwa lata temu klienci pytali przede wszystkim, co sztuczna inteligencja potrafi. Dzisiaj chcą wiedzieć, które procesy warto zautomatyzować i czy całe przedsięwzięcie będzie dla firmy opłacalne. AI zaczyna być traktowane jak normalne narzędzie biznesowe. Nie po to, żeby je mieć, ale po to, żeby szybciej i lepiej wykonywać konkretną pracę.
Dr Anita Kubanek, właściciel Kubanek Consulting, zwraca jednak uwagę, że skala wykorzystania AI w polskich firmach nadal jest zbyt mała. Problemem nie musi być brak pieniędzy na inwestycje. Przez ostatnie lata bardzo dużo mówiono o potencjale technologii, ale znacznie rzadziej pokazywano konkretne przypadki użycia, przebieg wdrożenia, rolę człowieka i realne zagrożenia. Firmy od dawna słyszą, że AI zmieni biznes. Znacznie rzadziej dowiadują się, jak przejść od efektownej prezentacji do rozwiązania, które naprawdę działa od poniedziałku rano.

Dr Anita Kubanek z zespołem Anita Kubanek Consulting na targach ITech Bydgoszcz
„Nie trzeba od razu budować drugiego Google’a”
Jedną z barier jest przekonanie, że sztuczna inteligencja ma sens wyłącznie w dużych organizacjach albo przy projektach realizowanych na ogromną skalę. Mniejsze przedsiębiorstwa często zakładają, że automatyzacja kilku zadań nie jest jeszcze „prawdziwym wdrożeniem”. Czasem próbują korzystać z jednego popularnego chatbota, nie osiągają oczekiwanego efektu i uznają, że AI nie jest rozwiązaniem dla nich.
Tymczasem, jak podkreśla dr Anita Kubanek, mała skala może stać się początkiem dużej zmiany. „Mała skala rodzi wielką skalę” – przekonuje.
Sztuczna inteligencja nie jest przeznaczona wyłącznie dla Netflixa, Google’a czy globalnych korporacji. Może być przydatna również w bydgoskiej firmie poligraficznej, usługowej, marketingowej albo działającej w branży rozrywkowej. Nie trzeba od razu automatyzować całej organizacji. Czasem wystarczy znaleźć jedno powtarzalne zadanie, które zabiera pracownikom kilka godzin tygodniowo, i sprawdzić, czy można wykonać je szybciej bez pogorszenia jakości. To mniej efektowne niż zapowiedź wielkiej transformacji, ale znacznie bliższe temu, jak firmy naprawdę się zmieniają. Po kawałku.
Sam chatbot nie zmienia organizacji
Maciej Motławski, właściciel ITMakeovers, zwraca uwagę, że AI daje największą wartość wtedy, gdy przestaje być osobną ciekawostką i staje się elementem konkretnego systemu. Może wspierać analizowanie danych, przygotowywanie raportów, porządkowanie informacji, obsługę klienta lub podejmowanie decyzji przez pracowników. Sam chatbot nie zmienia jednak sposobu działania przedsiębiorstwa. Dopiero dobrze zaprojektowane rozwiązanie, wykorzystujące AI w odpowiednim miejscu procesu, może przynieść trwały rezultat. ITMakeovers pracuje między innymi nad systemami typu mini-ERP, CRM-ami, wyszukiwarkami informacji w bazach firmowych i narzędziami wspierającymi pracowników w docieraniu do właściwych danych. AI zmienia również sam proces tworzenia oprogramowania. Dzięki prototypowaniu klient może zobaczyć działającą wersję rozwiązania, zanim rozpocznie się pełne wdrożenie.

Maciej Motławski – właściciel ITMakeovers
Michał Kwiatkowski, właściciel Afera Studio, wykorzystuje sztuczną inteligencję przy tworzeniu dedykowanych modułów, porządkowaniu informacji, przygotowywaniu treści i obsłudze zapytań. Przyjmuje przy tym prostą zasadę: AI nie powinno być wdrażane na siłę. Najpierw musi pojawić się konkretny problem, który technologia rzeczywiście pomoże rozwiązać. Brzmi banalnie. W praktyce wcale takie nie jest. Rynek nowych technologii przez lata przyzwyczaił firmy do zaczynania rozmowy od narzędzia. Tymczasem właściwa kolejność jest odwrotna. Najpierw problem. Potem proces. Dopiero na końcu technologia.
AI jest lustrem organizacji
Oferta jest na mailu handlowca. Procedura na dysku osoby, która od pół roku nie pracuje w firmie. Dane klienta w Excelu. Aktualna wersja dokumentu krąży pod nazwą „final_v7_poprawiona”. W takim środowisku sztuczna inteligencja nie tworzy porządku. Ona tylko szybciej przetwarza bałagan. Wśród bydgoskich przedsiębiorców panuje wyjątkowa zgodność co do największej bariery wdrożeniowej. Nie jest nią brak dostępu do modeli ani cena narzędzi. Problemem są nieuporządkowane procesy, rozproszone dokumenty, nieaktualne dane, brak jasno określonej odpowiedzialności oraz wiedza funkcjonująca wyłącznie w głowach pracowników.
„AI bardzo szybko pokazuje chaos organizacyjny” – mówi Maciej Motławski. Jeżeli firma nie wie, gdzie znajdują się informacje, kto odpowiada za ich aktualność i jaki dokładnie proces chce usprawnić, wdrożenie nie rozwiąże problemu. Może jedynie powielać go szybciej.
Podobne doświadczenia ma SNWS. Firmie zdarzyło się odradzić klientowi wdrożenie AI, ponieważ organizacja potrzebowała najpierw uporządkowania CRM-u i sposobu pracy zespołu działającego w kilku lokalizacjach. To też jest wdrożeniowa dojrzałość: umieć powiedzieć klientowi „jeszcze nie”. W tym ujęciu sztuczna inteligencja przypomina turbodoładowanie. Jeśli firma jest dobrze poukładana, może przyspieszyć jej rozwój. Jeżeli wewnątrz panuje chaos, technologia w pierwszej kolejności przyspieszy właśnie ten chaos. CalmFox.pl ujmuje to równie dosadnie: AI karmione chaosem generuje chaos, tylko szybciej.
Z tych rozmów wynika rzecz niewygodna dla części rynku technologicznego. W wielu firmach problemem nie jest brak sztucznej inteligencji. Problemem jest brak porządku, którego nie da się sprzedać w miesięcznym abonamencie. AI staje się więc lustrem. Firma patrzy w nie, oczekując innowacji, a często widzi własny bałagan.
Zarząd widzi narzędzie. Pracownik widzi zagrożenie
Technologiczne spojrzenie na AI łatwo prowadzi do uproszczenia. Zarząd wybiera narzędzie, wykupuje dostęp i informuje pracowników, że od przyszłego tygodnia należy z niego korzystać. Dla zarządzających to kolejna aplikacja. Dla pracownika może to być pytanie o przyszłość jego stanowiska, sposób oceny pracy, odpowiedzialność za błędy i sens kompetencji zdobywanych przez wiele lat.
Dr Anita Kubanek podkreśla, że wdrożenie AI powinno być prowadzone jak proces zmiany organizacyjnej. Nie musi chodzić o jedną konkretną metodykę. Znaczenie ma to, aby zarządzający nie marginalizowali reakcji ludzi. Firma powinna wyjaśnić, co i dlaczego się zmienia, jakich zadań dotyczy wdrożenie, czego pracownicy powinni się nauczyć, jakie działania są dozwolone, gdzie pojawia się ryzyko oraz kto podejmuje ostateczną decyzję. Pracownicy potrzebują również miejsca, w którym mogą zgłosić problem bez obawy, że zostaną uznani za przeciwników technologii. Bez tego nawet najlepsze narzędzie może zostać odrzucone, omijane albo wykorzystywane niezgodnie z założeniami. Firma może więc wdrożyć AI technicznie i jednocześnie całkowicie nie wdrożyć go organizacyjnie.
Firma kupiła AI. Ale czy przygotowała ludzi?
Jednym z najważniejszych elementów wdrożenia stają się kompetencje pracowników. Nie chodzi wyłącznie o naukę pisania poleceń dla modelu. Potrzebne jest zrozumienie, które zadania można przekazać AI, jak oceniać rezultat i gdzie musi pozostać kontrola człowieka. W Kubanek Consulting szkolenie zaczyna się od diagnozy rzeczywistych obowiązków zespołu. Dopiero później wybierane są zadania, które spełniają kryteria pozwalające delegować je narzędziom.
Równie ważne jest niwelowanie barier w postawach pracowników. Część osób nadal utożsamia AI z humanoidalnymi robotami, które mają przejąć świat i odebrać ludziom pracę. Inni znają przede wszystkim przekaz dotyczący ryzyka i zagrożeń. „Kiedy mała wiedza o praktycznych zastosowaniach łączy się z dużą liczbą komunikatów straszących technologią, rezultatem często nie jest ostrożne korzystanie z AI. Rezultatem jest zero. Ryzyka powinny być elementem budowania świadomości, ale nie mogą być wyłącznie straszakiem.” Z drugiej strony istnieje grupa pracowników korzystających z AI bardzo swobodnie. Niekiedy bez wiedzy przełożonych, bez firmowego konta i bez jakichkolwiek zasad. To prowadzi do problemu, który może być znacznie bardziej realny niż futurystyczne wizje robotów przejmujących świat.
AI działające poza radarem zarządu
Shadow AI brzmi jak termin z raportu konsultingowego. W praktyce oznacza coś prostszego. Pracownik wkleja ofertę klienta do prywatnego narzędzia, bo chce szybciej skończyć zadanie. Albo wrzuca umowę, fragment bazy danych, wewnętrzną procedurę czy korespondencję handlową. Zarząd o tym nie wie. Narzędzie może być nawet zatwierdzone, ale dane właśnie dane właśnie opuściły firmowy obieg. Dr Anita Kubanek zwraca uwagę, że pracownicy często nie są świadomi, iż umieszczanie w modelach AI informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa może być oceniane również w świetle przepisów dotyczących prawa pracy czy nieuczciwej konkurencji.
Podobne ryzyko dostrzega Łukasz Jurys. Pracownicy korzystają z AI na prywatnych kontach, ponieważ nikt nie określił, które narzędzia są zatwierdzone, jakie informacje mogą być przetwarzane i czego nie wolno wklejać. Brak oficjalnego wdrożenia nie oznacza więc, że AI nie ma w firmie. Czasem oznacza tylko, że zarząd nie wie, gdzie już jest używane. Pierwszym krokiem nie zawsze powinien być zakup kolejnej licencji. Czasem trzeba zacząć od inwentaryzacji: kto korzysta z AI, do czego, na jakich kontach i jakie dane są przekazywane modelom. To mniej atrakcyjne niż demonstracja nowego narzędzia. Za to dużo ważniejsze.

Aleksander Pawzun i Łukasz Jurys – właściciele CalmFox.pl
Największy potencjał może kryć się między pokoleniami
Łukasz Jurys zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. Młodsi pracownicy chętnie korzystają z AI, ale nie zawsze mają wystarczające doświadczenie zawodowe, aby rozpoznać błędną, niepełną albo tylko pozornie przekonującą odpowiedź. Starsi specjaliści często posiadają dokładnie tę kompetencję weryfikacyjną, której młodszym brakuje. Jednocześnie mogą podchodzić do nowych narzędzi z większą rezerwą. Najwięcej mogą więc zyskać firmy, które połączą odwagę technologiczną z doświadczeniem. Młodsi mogą pokazywać nowe sposoby pracy. Doświadczeni pracownicy mogą oceniać jakość, kontekst i konsekwencje rezultatów. AI nie usuwa różnic pokoleniowych. Może jednak sprawić, że po raz pierwszy od dawna staną się one rzeczywistą przewagą organizacji.
AI nie zabiera pracy. Decyzje podejmują ludzie
Jednym z najczęściej powtarzanych mitów jest przekonanie, że AI automatycznie doprowadzi do likwidacji stanowisk. Dr Anita Kubanek wskazuje, że nie jest to decyzja technologii. To decyzja człowieka i organizacji. Firma może wykorzystać AI do ograniczenia zatrudnienia albo do podniesienia kompetencji zespołu i przesunięcia pracowników do innych zadań. Narzędzie samo nie wybiera modelu wdrożenia, nie projektuje struktury organizacyjnej i nie podejmuje decyzji o zwolnieniach. Dlatego pytanie nie powinno brzmieć wyłącznie: ile stanowisk może zastąpić AI? Znacznie ważniejsze jest inne: co chcemy zrobić z czasem i kompetencjami uwolnionymi dzięki automatyzacji?
Alicja Leszczyńska podkreśla, że sztuczna inteligencja nie zastępuje kompetencji, ale może je wzmacniać. Najlepiej sprawdza się tam, gdzie przejmuje powtarzalne czynności i pozwala ludziom skupić się na pracy rozwijającej firmę oraz relacje z klientami. Michał Kwiatkowski również traktuje AI jako wsparcie człowieka, nie jego zamiennik. Technologia może przyspieszać zadania, ale rezultat nadal wymaga kontroli osoby, która rozumie cel i potrafi ocenić jakość wykonanej pracy. AI nie zastępuje więc człowieka w sposób automatyczny. Najpierw człowiek musi zdecydować, jaką rolę chce mu oddać.

Michał Kwiatkowski – właściciel Afera Studio
Największe ryzyko? Że przestaniemy myśleć samodzielnie
Perspektywa dr Anity Kubanek pozwala postawić trudniejsze pytanie. Nie tylko o to, czy AI zastąpi pracownika, ale czy zacznie zastępować jego proces myślowy. Sztuczna inteligencja może stać się „protezą myślenia”. Jeżeli człowiek przekazuje jej każde zadanie wymagające analizy, tworzenia koncepcji albo samodzielnego formułowania argumentów, może stopniowo osłabiać własną kreatywność. To nie oznacza, że należy przestać korzystać z narzędzi. Znaczenie ma sposób pracy. Bezpieczniejszym modelem jest traktowanie AI jak partnera do intelektualnego sparingu. Narzędzie może podważać założenia, proponować alternatywy, porządkować argumenty i wskazywać słabe punkty. Nie powinno jednak automatycznie zastępować całej drogi dochodzenia do rozwiązania. To od człowieka zależy, jak głęboko pozwoli technologii wejść we własny proces myślowy. I tu pojawia się paradoks. Firmy chcą dzięki AI uwolnić potencjał pracowników. Jeżeli wdrożą je bezrefleksyjnie, mogą jednocześnie osłabić dokładnie te kompetencje, które miały zyskać więcej przestrzeni: samodzielność, ocenę sytuacji i kreatywność.
AI Act nie powinien być początkiem paniki
Rosnące znaczenie regulacji może uporządkować rynek, ale może także zwiększyć niepewność przedsiębiorców. Firmy potrzebują odpowiedzi na pytania dotyczące praw do rezultatów pracy AI, odpowiedzialności za błędy, ochrony danych oraz granicy między kreatywnością człowieka a działaniem systemu. Brak jasności może prowadzić do dwóch skrajnych postaw. Część organizacji zrezygnuje z bezpiecznych zastosowań, obawiając się ryzyka. Inne zaczną interpretować ogólne przepisy na własną rękę.
Dr Anita Kubanek zwraca uwagę, że istotne będzie praktyczne wsparcie przedsiębiorstw w interpretacji regulacji, a nie wyłącznie przerzucanie odpowiedzialności pomiędzy użytkowników i dostawców rozwiązań. Bydgoscy przedsiębiorcy nie oczekują jednak, że regulacje zatrzymają rozwój sztucznej inteligencji. Łukasz Jurys rekomenduje rozpoczęcie od podstaw: spisania używanych systemów, określenia zasad wprowadzania danych oraz przeszkolenia pracowników. Michał Kwiatkowski wskazuje na potrzebę większej kontroli nad wyborem narzędzi, danymi i odpowiedzialnością za rezultaty. Alicja Leszczyńska popiera porządkowanie rynku, zwracając jednocześnie uwagę, aby regulacje nie przekształciły się w nadmierną biurokrację hamującą rozsądne wdrożenia. Firmy nie potrzebują dziś paniki. Potrzebują zasad, które można zrozumieć i rzeczywiście zastosować.

Alicja Leszczyńska, prezes zarządu SNWS
Internet zaczyna zjadać własny ogon
Sztuczna inteligencja jest przedstawiana jako technologia niosąca wyjątkowe zagrożenia. Część z nich jest realna, ale podobne pytania pojawiały się wcześniej przy innych narzędziach, substancjach i systemach. Technologia może być wykorzystana w sposób szkodliwy, niezgodny z prawem lub nieodpowiedzialny. Decydują jednak intencje użytkownika, jego wiedza i kontrola organizacji. W tym sensie AI nie tworzy zupełnie nowego problemu. Zwiększa natomiast skalę, szybkość i dostępność działań, które wcześniej również były możliwe. Szczególnym zagrożeniem staje się obieg informacji. Treści wygenerowane przez AI zaczynają być wykorzystywane do tworzenia kolejnych treści. Internet może stopniowo wypełniać się materiałami powstałymi na podstawie innych syntetycznych materiałów, bez kontaktu ze źródłem pierwotnym. Wąż zaczyna zjadać własny ogon. To zwiększa znaczenie ludzi potrafiących badać wiarygodność, sprawdzać źródła i rozpoznawać różnicę między poprawnie brzmiącą odpowiedzią a rzetelną wiedzą. Być może za kilka lat jedną z najważniejszych kompetencji nie będzie samo korzystanie z AI. Będzie nią umiejętność rozpoznania, kiedy nie należy jej wierzyć.
Dostęp ma każdy. Przewagę mają nieliczni
Modele i generatory stają się coraz łatwiej dostępne. Mogą z nich korzystać duże korporacje, kilkuosobowe firmy i osoby prowadzące jednoosobową działalność. Samo posiadanie narzędzia nie daje więc trwałej przewagi. Przewagę zyska firma, która potrafi znaleźć właściwy proces, wybrać odpowiednie narzędzie, przygotować dane, ustalić zasady bezpieczeństwa, przeprowadzić pracowników przez zmianę i ocenić, czy wdrożenie rzeczywiście przyniosło rezultat.
Nie wygra organizacja, która wykupi najwięcej licencji. Wygra ta, która najlepiej rozumie własny sposób działania. Najtrafniej podsumowuje to Alicja Leszczyńska: „AI samo w sobie nie daje przewagi konkurencyjnej. Przewagę daje umiejętność wykorzystania go w zaplanowany sposób”. Pierwszy zachwyt nad AI był głośny, efektowny i często powierzchowny. Teraz zaczyna się etap mniej widowiskowy: porządkowanie danych, poprawianie procesów, uczenie ludzi i liczenie efektów. To właśnie on zdecyduje, które firmy rzeczywiście skorzystają na sztucznej inteligencji, a które pozostaną z kolejną niewykorzystaną licencją. AI nie rozwiąże problemów bydgoskich firm za ich właścicieli. Może jednak bezlitośnie pokazać, gdzie te problemy naprawdę są. I być może właśnie dlatego jest dziś tak wartościowe.
Rozmówcy
Alicja Leszczyńska, prezes zarządu SNWS
Łukasz Jurys, CTO i członek zarządu CalmFox.pl
Michał Kwiatkowski, właściciel Afera Studio
Maciej Motławski, właściciel ITMakeovers
dr Anita Kubanek, właściciel Kubanek Consulting