Przejdź do treści
BydgoskieMarki.pl

Czy Bydgoszcz potrafi budować społeczności biznesowe? Angelika Głowacka o networkingu, współpracy i końcu LinkedIn Local

A Aleksander Pawzun
2026-07-26 9 min czytania
Udostępnij

LinkedIn Local przez lata był jednym z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń biznesowych na świecie. Spotkania organizowane także w Bydgoszczy przyciągały zarówno stałych uczestników lokalnych eventów, jak i osoby, które dopiero zaczynały budować swoją sieć kontaktów. Oficjalny program LinkedIn Local ma jednak zakończyć się z początkiem 2027 roku. Czy oznacza to zamknięcie pewnego etapu, czy może początek czegoś nowego?

Z Angeliką Głowacką, organizatorką LinkedIn Local w Bydgoszczy oraz inicjatorką projektów wspierających przedsiębiorców, rozmawiamy o tym, czy bydgoszczanie potrafią networkować, dlaczego samo poznawanie ludzi nie wystarcza i jakiej społeczności biznesowej brakuje dziś w mieście.

Przez lata LinkedIn Local był jednym z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń biznesowych na świecie. Co ta inicjatywa rzeczywiście zmieniła w bydgoskim środowisku?

Na pewno było to jedno z niewielu spotkań networkingowych, na które mógł przyjść właściwie każdy. Nie było to zamknięte środowisko ani organizacja wymagająca regularnego uczestnictwa. Spotkania odbywały się raz na kilka miesięcy. Wystarczyło kupić bilet i przyjść. Dużą wartością była możliwość poznania na żywo osób, które wcześniej znało się tylko z LinkedIna. Uczestnik nie dołączał do zamkniętej grupy, w której wszyscy już się znają, ale trafiał na wydarzenie, na którym mógł spotkać wiele nowych osób. Pandemia na pewien czas wszystko zatrzymała. Kiedy reaktywowałam LinkedIn Local w Bydgoszczy, okazało się jednak, że ludzie nadal bardzo chcą spotykać się na żywo i budować relacje biznesowe poza internetem. Wiem, że dzięki tym spotkaniom powstały nowe współprace, projekty i biznesy. Często dowiadywałam się o tym później właśnie z LinkedIna, kiedy uczestnicy opisywali, że dzięki poznaniu konkretnej osoby mogli wspólnie coś zrealizować. Nie udało się natomiast sprawić, żeby cała Bydgoszcz zrozumiała, czym naprawdę jest networking i jak duże znaczenie może mieć w biznesie. Cold calling i masowe wysyłanie ofert mogą oczywiście czasem przynieść efekt, ale znacznie większy potencjał ma sytuacja, w której spotykamy drugiego człowieka, poznajemy jego potrzeby i okazuje się, że możemy mu realnie pomóc. Jedno spotkanie może przerodzić się w rozmowę przy kawie, a ta z czasem w biznes o dużej wartości.

LinkedIn kończy oficjalny program LinkedIn Local z początkiem 2027 roku. Czy jest to dla ciebie zamknięcie pewnego etapu?

Na pewno odczuwam pewne rozczarowanie, ponieważ bardzo lubię LinkedIn, a same spotkania mają już długą historię. Zaczynały jako niewielkie, spontaniczne inicjatywy, a z czasem w wielu miastach urosły do naprawdę dużych wydarzeń. Ważne było również to, że wszystkie spotkania odbywały się pod jednym, rozpoznawalnym szyldem. Użytkownik LinkedIna mógł zobaczyć, że podobne wydarzenie organizowane jest także w jego mieście. Myślę jednak o kontynuowaniu tych spotkań również po zakończeniu oficjalnego programu. Nie wiem jeszcze, czy będą nadal skupione wyłącznie wokół LinkedIna. Być może poszerzymy tematykę i możliwości związane z agendą. Nazwa może być inna: Local Networking Bydgoszcz, Local Networking albo jeszcze coś zupełnie nowego. Najważniejsze jest jednak to, żeby nadal wychodzić z internetu, spotykać się na żywo, być wśród ludzi i robić wspólnie wartościowe rzeczy.

Czy bydgoszczanie rzeczywiście nie potrafią networkować?

Na przykładzie LinkedIn Local w Bydgoszczy mogę powiedzieć, że mniej więcej jedna czwarta lub jedna trzecia uczestników to stali bywalcy. Wiedzą już, czego się spodziewać. Pozostałe osoby pojawiają się po raz pierwszy albo uczestniczą w naszych wydarzeniach sporadycznie. Podczas mniejszych spotkań, na których networking trwa nawet trzy godziny, uczestnik może wyjść z dziesięcioma naprawdę dobrymi kontaktami. Na wielu konferencjach networking odbywa się natomiast głównie podczas krótkich przerw kawowych. Trwają one dziesięć lub piętnaście minut, a większość uczestników zajmuje się wtedy zdobyciem kawy albo jedzenia. W praktyce networking sprowadza się więc do rozmów w kolejce do ekspresu. Często przychodzimy również na konferencję z osobami, które już znamy. Czujemy się z nimi bezpiecznie, ponieważ trudno jest nam podejść do kogoś obcego. W efekcie poznajemy jedną osobę albo nie poznajemy nikogo. Dotyczy to szczególnie introwertyków, którzy przychodzą przede wszystkim po to, żeby posłuchać prelegentów. Nie wiedzą, kto siedzi obok nich, jak rozpocząć rozmowę i o czym rozmawiać. Brakuje nam umiejętności prowadzenia small talku. Internet trochę to ułatwia. Możemy wcześniej sprawdzić profil danej osoby na LinkedInie, Facebooku czy Instagramie i znaleźć temat do rozmowy. Samo dodanie kogoś do sieci kontaktów nadal jednak niewiele znaczy. Czasami ludzie odzywają się do siebie dopiero po pół roku albo po roku. Jako społeczeństwo wciąż nie jesteśmy zbyt dobrzy w networkingu. Ekstrawertycy łatwiej poznają nowe osoby, ale sama łatwość nawiązywania kontaktów nie oznacza jeszcze umiejętności budowania relacji. Bardzo często brakuje follow-upu. Poznajemy trzy osoby na jednej konferencji, kolejne trzy na następnym wydarzeniu, ale później nic z tymi kontaktami nie robimy. One po prostu gdzieś wiszą.

Czy bydgoskie firmy są naprawdę otwarte na współpracę?

Bydgoszcz jest dużym miastem, które ma możliwości i ambicje, żeby rozwijać się również poza lokalnym rynkiem. Wiele osób uczestniczących w LinkedIn Local w Bydgoszczy jeździ także na wydarzenia do Warszawy, Trójmiasta, Torunia, Poznania i innych miast. Pokazują tam, że są z Bydgoszczy i że właśnie tutaj prowadzą swoje firmy oraz realizują ciekawe projekty. Z moich obserwacji wynika również, że bydgoskie firmy, pracodawcy i różne instytucje są bardziej otwarte na inicjatywy takie jak nasze spotkania niż na przykład środowisko biznesowe w Toruniu, z którego pochodzę.

Organizujesz program „Torunianka. Kobieta w biznesie”, oparty na warsztatach, mentoringu, psychologii i pracy w małej grupie. Czy duże wydarzenia przestają wystarczać?

W przypadku tego projektu zależało mi przede wszystkim na tym, żeby przedsiębiorcy zaczęli się wspierać. Szczególnie dotyczy to osób, które dopiero rozpoczynają prowadzenie działalności. W społeczeństwie często funkcjonuje przekonanie, że skoro ktoś założył firmę, to musi być bogaty, znać odpowiedzi na wszystkie pytania, nie popełnia błędów i zawsze sobie poradzi. Rzeczywistość jest zupełnie inna. Małe i średnie firmy ponoszą wysokie koszty i obciążenia. Nawet jeżeli przez miesiąc lub kilka miesięcy brakuje klientów, przedsiębiorca nadal musi opłacać składki i pozostałe zobowiązania. Osoby, które dopiero zakładają biznes, często nie wiedzą, z czym tak naprawdę wiąże się prowadzenie firmy. W moim projekcie skupiam się na kobietach, które prowadzą biznes i jednocześnie wychowują dzieci. Część z nich zmaga się z brakiem asertywności oraz syndromem oszusta. Zastanawiają się, czy są wystarczająco dobre, żeby prowadzić działalność pod własnym nazwiskiem. Chcę dać im poczucie, że mają wartość i mogą zrobić coś naprawdę dużego. Nie muszą od razu podbijać całego świata. Mogą zacząć od własnego miasta i stworzyć coś wartościowego dla innych.

Jakich wydarzeń lub społeczności najbardziej brakuje dziś w Bydgoszczy?

Brakuje mi prawdziwej sieci wsparcia biznesowego. Takiej, w której przedsiębiorcy nie tylko deklarują, że są razem, ale rzeczywiście chcą rozwijać Bydgoszcz, budować coraz większe firmy i tworzyć nowe miejsca pracy. Nie chodzi o stowarzyszenie, do którego firma zapisuje się tylko po to, żeby znaleźć się na liście członków i płacić składki. Sama znam sytuację, w której organizacja może chwalić się dużą liczbą zrzeszonych przedsiębiorców, ale dla samych firm niewiele z tego wynika. Znacznie lepiej byłoby stworzyć społeczność ludzi, którym naprawdę chce się działać, rozwijać i pomagać zarówno tym, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, jak i osobom dopiero rozpoczynającym działalność. Powinniśmy odejść od myślenia, że konkurenta trzeba zniszczyć, ponieważ odbierze nam klientów i pieniądze. Zamiast tego warto kierować się zasadą, że razem możemy więcej. Jeżeli nie jestem w stanie zrealizować danego zlecenia, mogę przekazać kontakt komuś, kto zajmuje się podobnymi usługami. Ta osoba pomoże klientowi, będzie mogła się rozwijać, a w przyszłości być może zrealizujemy coś wspólnie. Dotyczy to chociażby branży IT. Lokalna firma może pomóc innym bydgoskim przedsiębiorstwom stworzyć stronę internetową lub sklep. Jest na miejscu, można się z nią spotkać i porozmawiać. Nie zawsze trzeba szukać wykonawcy po drugiej stronie Polski.

Na LinkedInie widzimy coraz więcej osób poszukujących pracy. Czy może to doprowadzić do wzrostu liczby jednoosobowych działalności gospodarczych?

Założenie własnej działalności jest dla wielu osób bardzo stresujące, ponieważ nie wiedzą, z czym się ono wiąże. Dopóki nie będzie odpowiedniej edukacji pokazującej, jak rozpocząć biznes i zrobić to w możliwie najmniej stresujący sposób, nie spodziewam się gwałtownego wzrostu liczby przedsiębiorców. Wiele jednoosobowych działalności nie przetrwa pierwszego roku. Jedną z przyczyn może być właśnie brak wiedzy i przygotowania. W pierwszej kolejności warto więc wspierać firmy, które już działają, mają doświadczenie, chcą się rozwijać i mogą tworzyć kolejne miejsca pracy. Równolegle powinny powstawać projekty edukacyjne dla osób myślących o własnym biznesie. Takie, które wyjaśniają, na czym polega prowadzenie działalności, na co trzeba uważać i z jakimi problemami można się spotkać. Bardzo ważny byłby również mentoring prowadzony przez doświadczonych przedsiębiorców. Początkująca osoba nie powinna zostawać ze wszystkim sama. Musi mieć możliwość zadawania nawet najprostszych pytań bez obawy, że zostanie oceniona albo skrytykowana.

26 sierpnia odbędzie się kolejne spotkanie LinkedIn Local w Bydgoszczy. Czego mogą spodziewać się uczestnicy?

Pojawi się trzech mówców, w tym dwie osoby z Warszawy. Porozmawiamy między innymi o markach premium, neuroróżnorodności oraz o tym, w jaki sposób możemy programować się na osiąganie sukcesów. Ten ostatni temat przedstawi prelegentka z Bydgoszczy. Ze względu na wakacyjny termin atmosfera będzie bardziej swobodna. Nie zabraknie jednak najważniejszego elementu, czyli trzech godzin networkingu i możliwości poznawania nowych osób. Bydgoszcz nie cierpi dziś na brak wydarzeń biznesowych. Cierpi raczej na nadmiar spotkań, po których niewiele zostaje. Zdjęcie trafia na LinkedIna, kontakty lądują w telefonie, a kilka dni później każdy wraca do własnego podwórka. Angelika Głowacka mówi o czymś znacznie trudniejszym niż organizowanie kolejnych eventów. O stworzeniu środowiska, w którym lokalni przedsiębiorcy naprawdę zaczynają sobie ufać, polecać się i dzielić kontaktami. Nie dlatego, że wypada mówić o synergii, ale dlatego, że ktoś faktycznie odbierze telefon, kiedy druga firma będzie potrzebowała pomocy. I być może właśnie od tego trzeba zacząć rozmowę o biznesowej Bydgoszczy. Nie od pytania, ile mamy organizacji, konferencji i klubów. Tylko od znacznie prostszego: ilu przedsiębiorców w tym mieście naprawdę może na siebie liczyć?

Autor

  • Aleksander Pawzun to specjalista marketingu internetowego z Bydgoszczy, posiadający blisko 20-letnie doświadczenie w obszarze SEO i SEM. Swoją karierę rozpoczynał w Grupie Allegro, a następnie przez lata rozwijał markę SEMGO, wspierając firmy w skutecznym pozyskiwaniu ruchu i klientów z internetu. Obecnie pełni funkcję COO w CalmFox.pl. Jest również twórcą portalu BydgoskieMarki.pl oraz aktywnym promotorem lokalnego biznesu i przedsiębiorczości.